Baia Bianca Club - informacje
Najpopularniejsze udogodnienia:
- TUI Service Center 24/7 + aplikacja TUI
Położenie:
- ok. 12 km od Sao Teodoro (kursuje tam shuttle bus)
- ok. 300 m od plaży
- niedaleko plaż: Spiaggia di Salina Bamba, Cala Brandinchi, Cala Suaraccia, Salinedda, Capo Coda Cavallo, Lastra Ruia, Lu Impostu
- czas dojazdu z lotniska ok. 30 min
- Lokalizacja
- Jakość noclegu
- Pokoje
- Obsługa
- Wartość
- Czystość
- slawek722016-09-30
Wybraliśmy się do Baja w czerwcu.Nie wiedzieliśmy że jako jedyni z Polski.Pokoje i łazienka duże,codziennie sprzątane.Na rano szok,co tu zjeść?Wszystko na słodko,ewentualnie jakieś plasterki sera i szynki co wydawało się że leżą tam cały czas.Obiady natomiast i kolacje bardzo urozmaicone,zawsze można było coś wybrać. 90% gości to Włosi,i zdziwienie wielkie jak oni "szli"na pizze i makarony, a przy okazji był taki chałas na stołówce,że tylko zjeść i uciekać.Basen w miarę duży,animacje tylko po Włosku.Do plaży 5 minut,ale nie warto,bo wąsko,pełno zielska z morza na brzegu no i zapach z laguny niezbyt przyjemny .Można iść ok. 2 km.dalej jest ładna w miarę czysta lecz pełno czarnoskórych" handlowców".W San Teodoro jest jeden sklep a wyjazdy zorganizowane do pobliskich miast miały być od lipca. Ogólnie nie chciał bym tu drugi raz spędzać urlop.
- Waaga2016-09-20
Wybraliśmy Hotel Club Baja Bianca ponieważ miał lepsze recenzje niż niejeden droższy w okolicy, a skusił nas rezerwat przyrody, flamingi i bliskość podobno pięknych plaż. Pokój dla czteroosobowej rodziny - czysty, dość duży, podzielony ścianką biegnącą na skos na dwie sypialnie, co było dużym plusem. Łóżko małżeńskie duże i wygodne, jednak rozkładana sofka dla dzieci już nie, materac cienki jak naleśnik, czuło się każdą sprężynę. Musieliśmy poprosić o dodatkowe pledy, żeby go wyścielić, bo dzieciaki budziły się obolałe. W miejsce szafy spora garderoba, buty nie walały się po pokoju, szkoda tylko, że dwie półki znajdują się tak wysoko - od 160 cm wzwyż, żeby je obsłużyć musiałam wdrapywać się na taboret, a górna nadawała się właściwie tylko do przechowywania walizek. Telewizor maleńki, stareńki (typu "bańka"), nie wiem, jak z ilością kanałów, bo nie włączyliśmy ani razu. Dostaliśmy pokój z naprawdę dużym balkonem i widokiem na "lagunę", morze i flamingi - to z części dla dzieci, z naszej okno wychodziło na basen. Łazienka w dobrym stanie, dość dobrze sprzątana, ręczniki wymieniane na żądanie. Posiłki obfite i , jak na żywienie zbiorowe, smaczne. Co prawda doskwierał mi brak normalnego śniadania (mnóstwo słodkiego pieczywa, jeden gatunek niedobrej szynki, jeden salami, jeden okropnego żółtego sera, niejadalne kiełbaski, żadnych warzyw), ale dość wczesny obiad i kolacja rekompensowały te niedostatki. Duży wybór dań na zimno i ciepło, mięsa, ryba, makarony, risotto, nawet taka maruda jak ja zawsze mogła coś wybrać. Wina, niestety, niedobre. Do plaży, publicznej z częścią hotelową około 5 minut spacerkiem. Plaża wąska, tu pylisty piach, tam resztki trawy, trudno znaleźć miejsce po dziewiątej. Między plażą a hotelami owa słynna "laguna" z flamingami, która z bliska okazała się po prostu rozlewiskiem stojącej, cuchnącej rozkładającymi się szczątkami organicznymi wody. Spróbowaliśmy poleżeć: jakiś mięśniak przed nami puścił w przenośnym radyjku italo disco na pełny regulator. Siedzący za nami ciemnoskóry obywatel z warkoczykami nie chciał być gorszy, w swoim radyjku odszukał rap. Uciekliśmy. Słówko o innych plażach: rzeczywiście, są piękne, pod warunkiem, że przegoni się z nich wszystkich plażowiczów i zrobi zdjęcie w dobrym świetle. Niektóre co prawda długie (np. pobliska Cala Brandinchi) ale wąziutkie na dwa - trzy koce max., inne szersze, ale krótkie (np. spiaggia del principe). Mnóstwo ludzi tłoczących się na różnych szmatach pod własnymi parasolami, bo wypożyczenie plażowego i dwóch leżaków kosztuje 40€. Siedzą i jedzą, tłok na plaży, tłok w morzu, nie da się pobawić z dzieciakami na brzegu nawet jeśli plaża jest piaszczysta, nie da się pospacerować, nudy na pudy. Potem wracasz spocony, oblepiony solą i piachem klifem pod górkę na parking, jeszcze kilka - kilkanaście kilometrów do hotelu i wreszcie można wykąpać się, wypić drinka i odpocząć. Dzieciaki po dwóch dniach prób plażowania powiedziały, że mają dość. Tak więc miało być pięknie, a wyszło jak zwykle: wakacje na basenie hotelowym. Basen średniej wielkości, czysty, oddzielony od brodzika dla dzieci stanowiskiem animatorów. Ponieważ byliśmy tam w lipcu, nie było jeszcze tłoku, nie trzeba było walczyć o leżaki. Do 14.00 było fajnie: cisza, ewentualnie cicha muzyka. Potem wkraczali animatorzy. Głośniki na full, obowiązkowy wakacyjny taniec plemienny, prezentacja animatorów (codziennie tych samych, rzecz jasna), potem Aqua - Gym prowadzony przez Alessię, niepozornej budowy, ale obdarzoną wspaniałym sznaps-barytonem o niespotykanej mocy, dziewczynę. Pani owa spokojnie mogła obsłużyć głosem trzy okoliczne hotele z jednego stanowiska, a i tak zdecydowała się korzystać z mikrofonu... Później animatorzy znikali, ale głośna muza zostawała do 18.00. W porze kolacji pojawiał się na miejscu animatorów zapiewajło ze sprzętem. Gdyby tylko grał, nie byłoby problemu, grał różne standardy. Ale także śpiewał, mój Boże... Trzecia faza polskiego wesela... Kiedy około 21-22.00 zaczynało się "show" w "amfiteatrze", niezrażony grał i śpiewał dalej! Ten, tak zwany amfiteatr, znajduje się kilkanaście metrów w linii prostej od pozycji zapiewajły i 10-20 od niektórych pokoi! Od naszego pokoju dzieliło go może 30 m, ale hałas płynący stamtąd był ogłuszający, na balkonie nie dało się usłyszeć własnych myśli, a co dopiero porozmawiać. Tak więc piękny balkon z widokiem na morze i flamingi był w gruncie rzeczy bezużyteczny, bo do wieczora nie pozwalało z niego korzystać słońce, a potem hałas. Zapiewajło muzykował co najmniej do 23.00, "przedstawienia" trwały do 24.00, raz w amfiteatrze, raz przy basenie. Dla ludzi, którzy potrzebują chwili spokoju, żeby odpocząć na wakacjach, sytuacja jest nie do zniesienia. Kto powiedział, że ludzie, aby się dobrze bawić, muszą być ogłuszeni? Dlaczego nie da się zorganizować miejsca na występy z dala od budynków mieszkalnych i grać trochę ciszej? Bywałam już w takich miejscach! A tu: najbliższe pokoje dzieliło od centrum rozrywki około 10 metrów, a przed drzwiami widziałam zaparkowane dziecięce wózeczki...
