
Hotel robi dobre wrażenie tylko z zewnątrz. Czysty teren wokół basenu, wystarczająca ilość leżaków i parasoli . Położony nad samym morzem, oddzielony od hotelu jedynie wąską promenadą. Codzienne sprzątanie w pokoju i uzupełnianie kosmetyków łazienkowych oraz dość smaczne śniadania to niestety wszystkie plusy. Wygląd zewnętrzny to nie wszystko. Staram się wystawić opinię obiektywną bez wpływu na nią faktu, że w pierwszym dniu pobytu ukradziono nam aparat fotograficzny, który zostawiliśmy bez opieki na jedyne kilka minut w części ogólnodostępnej hotelu. Nie można było już nic z tym zrobić. Rezydent odsyłał nas na policję 7 km od hotelu, żeby tam zgłosić. Pytaliśmy w recepcji, czy można w jakikolwiek sposób skorzystać z obecnych tam kamer, ale jedna recepcjonistka powiedziała nam, że te kamery, to tylko atrapy, a druga że nie można tego monitoringu wykorzystać. To po co te kamery? Odpuściliśmy, choć aparat był dobry, szkoda nam poczciwego Nikona. Nie złapaliśmy nikogo za rękę, ale wydaje nam się, że nie bez znaczenia jest ogromna ilość Rosjan w hotelu. Poza tym ogromnym minusem jest fakt, że na teren hotelu każdy może wejść z zewnątrz. Nie ma opasek, nikt nie pilnuje żadnego z wejść ani od strony ulicy ani od strony morza. W dniu zmiany turnusów walizki zostawia się w pokoju bagażowym, do którego każdy dostaje klucz, ale który ma drzwi cały czas otwarte. Albo siedzicie w recepcji i pilnujecie swoich bagaży albo idziecie gdzieś np. na spacer, a każdy może tam wejść i zabrać cokolwiek. Więc pilnujcie swoich rzeczy, bo zostaniecie bez nich. W dniu przyjazdu pokoje dostępne o drugiej, jak przyjedziecie wcześnie rano, to pilnujecie tych bagaży do drugiej. Oczywiście najgorsze pokoje dla Polaków. Nad śmietnikiem, przy windzie, tak ciasne, że nie można się było swobodnie poruszać. Akustyczne. Codziennie około 22. 20 czas umili wam głos tłuczonych butelek wrzucanych do pojemnika na szkło. Pokoje czyste, sprzątane codziennie. W łazience szampon i żel do kąpieli, brak mleczka do ciała. Niestety w łazience już nie ma się wrażenia niedawnego remontu. Fugi zapleśniałe, połatane. Brak wentylacji w łazience. Po prysznicu sauna w całym pokoju. Łóżka wygodne. Ale jak wam się zdarzy że nie dostaniecie pościeli, to nieźle się trzeba nagimnastykować żeby ją dostać. Nie dano nam poszwy na kołdrę. Zgłoszenie tego do recepcji skutkowało tym że szefowa pokojówek pofatygowała się osobiście pytając w czym problem. Mówię że chcę poszwę na kołdrę. Ona pokazuje mi kołdrę( bez poszwy ) i pyta. What is the problem. Not good???. Ależ good, good ale ja chcę spać pod kołdrą z poszwą a nie bez. Jak zapraszasz gościa, to każesz mu spać pod samą kołdrą bez pościeli? Raczej nie. No chyba, że w Best Maritim. W pokoju jest telewizor, ale tylko po hiszpańsku, i BBC,CNN po angielsku. Polskiego programu brak. Wi fi działa sprawnie. System bez opasek skutkuje śmiesznym sposobem odhaczania każdego przy posiłkach. Jedni maja hb inni fb, więc przy obiedzie i kolacji trzeba podawać numer pokoju, a pracownik na wielkiej przedpotopowej kartce jak ze średniowiecza odhacza czy zjadłeś obiad ,czy aby nie idziesz na ten obiad drugi raz. I oczywiście wszystko opiera się na słownym podaniu numeru pokoju. No właśnie . Ta stołówka. Nie śmiem użyć słowa restauracja. Niby stolików dużo, ale jak przyjdziesz trochę później niż na początku, to włóczysz się po całej wielkiej sali przeciskając się w hałasie miedzy stolikami i szukając wolnego miejsca. A miejsca nie ma. Kolejki do wszystkiego skutkują tym, ze goście dłużej przebywają w stołówce, bo jak po każde głupie jajko czy naleśnika musisz swoje odstać w kolejce i to przed sezonem, to potem zajmujesz dłużej miejsce przy stoliku. Nikt z personelu nie pokazuje gdzie jest wolny stolik, nie prowadzi do stolika, nie pyta innego pracownika gdzie jest stolik na potrzebne 2 osoby. Łazisz z talerzem jak po wsi. Nie do tego przyzwyczaiły mnie hotele 4 gwiazdkowe. To żenujące i śmieszne. I kłopotliwe. I ta filozofia kulinarna. Pominę już, że wszystko, absolutnie wszystko było niesmaczne, albo w ogóle nie doprawione, albo przesolone , ociekające tłuszczem nawet ziemniaki, obrzydliwie tłuste nieusmażone boczki i jakieś kawały kości z mięsem jak dla psa. Potrawy, które miały być ciepłe, były zawsze zimne. Były co prawda krewetki raz w tygodniu , ale zimne, były małże, ale zimne i niczym nie doprawione. Zimne makarony, ziemniaki, mięso- wszystko, co nie było zdjęte świeżo z patelni. Niespecjalnie smakują zimne ziemniaki, ociekające tłuszczem, zimny boczek smażony, zimno mięso, zimna ryba w zimnym sosie. I do tego ryby zawsze z łuskami, których nikt nie zdejmował. Ale najgorsze z tego było to wyczekiwanie , aż kucharz coś przyrządzi. Nigdy nie można było czegoś nałożyć na talerz ot tak, mówię o rzeczach smażonych na blachach. Najpierw kucharz policzył ile ludzi stoi w kolejce. Jak było 7 osób , to rzucał na blachę 7 kawałków ryby. Jak ktoś przed tobą wziął np. drugi kawałek dodatkowo, to musiałeś czekać w drugiej turze kolejki. Bo nie można było rzucić na tę blachę więcej kawałków, nie wiem dlaczego. Miejsca na tej blaszce było dosyć. Na dodatek jeden kucharz obsługiwał dwie blachy, na jednej ryby, na drugiej mięso. Jedna kolejka do jednego, druga do drugiego, a on raz przy jednej blaszce sobie stał, potem zostawiał tych w kolejce i szedł do drugiej blaszki a ty stoisz jak idiota za tym kawałkiem wymarzonej ryby, którą na koniec tak ci posolił, że i tak nie zjadłeś. Było stanowisko z pizzą. Serio? To była pizza? Twardy , przypalony kawałek cienkiego ohydnego placka z resztkami na wierzchu to nie pizza. Były i hamburgery, a także pseudo chińszczyzna, której nie tknęłam, widząc, z czego robiona. W jednorazowym akcie desperacji raz skusiłam się na hamburgera. Obrzydliwy. Już pierwszy kęs musiałam wypluć. Jedynie paella nadawała się do jedzenia, ale też zawsze mocno przesolona. Jednak dzięki niej przetrwałam . Natomiast śniadania dosyć smaczne, choć skromne. Do śniadania kawa, herbata, dwa rodzaje soku. Wino musujące . Nie szampan- jak ktoś przede mną szumnie stwierdził. Obiad i kolacja – napoje płatne. Mała woda mineralna 1, 7 E. Wino w hotelu 15 E. To samo w markecie obok 5 E. Chociaż płatne, to nie ma możliwości dostania na kolację ciepłego napoju, np. herbaty. Tylko zimne. Dziwny sposób zamawiania napojów. Na stole stoi menu. Podchodzi kelner, zamawiasz napój a kelner błyskawicznie zabiera menu. Nie domówisz więcej napoju, jeśli nie zdecydujesz się od razu. A i jeszcze jedno. Przyzwyczaiłeś się do białych obrusów? Zapomnij. Wstrętne podkładki, które tylko przecierano ścierkami. Jedyny plus to miłe panie z Polski pracujące w stołówce. Hotel robi luch pakiety tzw piknik. Jabłko, bułka, woda, suchary, i zapakowana w opakowanie próżniowe kiełbasa. Sam musisz sobie rozedrzeć to opakowania i zrobić kanapkę. Wyjąć palcami z tego opakowania tę kiełbasę i nałożyć na bułkę. Fajnie jak możesz przedtem i potem umyć ręce. Niefajnie, jak nie możesz. Nie ma gotowych kanapek. Na plus należy zaliczyć codziennie świeże pieczywo. Smaczne. W temacie kulinarnym to jedyny plus. I uważajcie na talerze, bo często nie domyte. Basen. Niby jest. Nawet czysty. Ale nie popływasz. Chyba , że jesteś pigmejem, bo największa głębokość 120 cm. Woda zimna. Leżaki- dużo. Ale byłam przed sezonem, gdzie już nie było ich gdzie rozstawić ,nie wiem, jak będzie w sezonie. Wszyscy chwalą położenie, a ja nie wiem za co . Przy morzu, to fakt, ale wszędzie bardzo daleko. Wszędzie trzeba jechać autobusem, bo pieszo daleko. W pobliżu nic ciekawego nie ma. Za to pod hotelem jest przystanek, stamtąd można jechać np. do Taragony. Polecam. Z dworca kolejowego np. o 8. 40 pociąg do Barcelony. Jedzie się 1, 5 godziny. Najlepiej wysiąść przy Passeige de Gracia. Wysiadacie prawie przy samej Casa Batillo, a stamtąd pieszo bliziutko Plac Kataloński i Rambla. Stamtąd pieszo do Kulumba, Bari Gothic, Aquarium i do kolejki na Montjuic. Nie trzeba jeździć metrem , żeby dużo zwiedzić. Pytałam panią rezydent na której stacji wysiąść, i nie wiedziała. Podobnie pytana o coś w temacie metra mówiła, że nie wie, bo tam jest 11 stacji. Rozumiem, że natarczywość turystów może być męcząca, ale mając ich w Salou , gdzie jest stacja pociągu do Barcelony należałoby się takich pytań spodziewać. I naprawdę to nie takie trudne powiedzieć turyście, na której stacji wysiąść. Z całym szacunkiem, ale tej odrobiny empatii pani rezydent zabrakło. Wycieczki. Montserrat. Za mało czasu na klasztor, niewiele zdążyliśmy zobaczyć, nie załapaliśmy się do figurki, ale za to widzieliśmy winnicę!!!! Enta winnica, którą widziałam, nic specjalnego, dużo czasu straconego w sklepie w winami. Ale pan przewodnik sympatyczny, choć niewiele powiedział. Trzeba doczytać samemu. Za to właśnie od niego dowiedzieliśmy się gdzie wysiąść , żeby najlepiej zwiedzić Barcelonę. Dziękujemy za tę informację. Ogólnie hotel dla osób nie nawykłych do dobrego standardu. Komu polecam? Nikomu.
Czysto i pachnąco, doskonała lokalizacja, smaczne jedzenie i miła obsługa. Wszystko, czego oczekuję od hotelu w tym standardzie. Pokój codziennie sprzątany, ręczniki wymieniane na życzenie (ręcznik na ziemi - do wymiany, na wieszaku - zostaje i dbamy o środowisko). Kosmetyki hotelowe o przyjemnym roślinnym zapachu (żel, szampon, balsam). Pokój od strony wewnętrznej z bajecznym widokiem na morze oraz basen i scenę - w zasadzie mogliśmy oglądać programy animacyjne z balkonu. Drobny minus był taki, że w związku z tym wieczorami było głośno i zamknięcie okna niewiele dawało. Trudno za to odejmować punkty, ponieważ w każdym hotelu z animacjami trzeba się z tym liczyć. Jeśli nie lubi się dudnienia muzyki wieczorami, lepiej wybrać bardziej kameralny obiekt (Best Maritim to jednak ogromny hotel), ewentualnie poprosić o pokój na stronę zewnętrzną.
Wszystko super oprócz wody w krajach. W pokojach zestaw do parzenia kawy i herbaty.. niestety woda w kranie bardzo chlorowana. Trzeba kupować w pobliskim sklepie wodę mineralną. Ceny dobre. Czysto. Smacznie w restauracji.
Największym minusem hotelu jest zmuszony personel do noszenia masek,jest to nielegalne ,gdyż Hiszpania zniosła obowiązek od 20 kwietnia .Czułam się jakbym była obsługiwana przez niewolników. Po za tym hotel czysty i cichy,bezpośrednio przy plaży .
Razem z rodziną kolejny raz gościłam w tym hotelu i jestem ponownie zadowolona z pobytu. Jedzenie różnorodne zawsze można coś było wybrać chociaż zgadzam się z wcześniejszą opinią że trochę tłusto i słono. Do obiadu i kolacji napoje płatne, cena np. dużej wody 2 euro. Hotel nad samą plażą, czysta woda w basenie, super animatorzy i Polki pracujące w restauracji. Łatwo można dostać się kolejką do Barcelony, polecam skorzystać z aquaparków znajdujących się w pobliżu. Niestety mniej zadowolona jestem z pokoi które zajmowaliśmy.Pokoje 1110 i 1111 znajdują się tuż nad zapleczem restauracji z widokiem na śmietnik, radzę od razu wymieniać na inne.Dobra klimatyzacja, darmowe wifi, darmowy sejf.Ogólnie polecam.
Hotel robi dobre wrażenie tylko z zewnątrz. Czysty teren wokół basenu, wystarczająca ilość leżaków i parasoli . Położony nad samym morzem, oddzielony od hotelu jedynie wąską promenadą. Codzienne sprzątanie w pokoju i uzupełnianie kosmetyków łazienkowych oraz dość smaczne śniadania to niestety wszystkie plusy. Wygląd zewnętrzny to nie wszystko. Staram się wystawić opinię obiektywną bez wpływu na nią faktu, że w pierwszym dniu pobytu ukradziono nam aparat fotograficzny, który zostawiliśmy bez opieki na jedyne kilka minut w części ogólnodostępnej hotelu. Nie można było już nic z tym zrobić. Rezydent odsyłał nas na policję 7 km od hotelu, żeby tam zgłosić. Pytaliśmy w recepcji, czy można w jakikolwiek sposób skorzystać z obecnych tam kamer, ale jedna recepcjonistka powiedziała nam, że te kamery, to tylko atrapy, a druga że nie można tego monitoringu wykorzystać. To po co te kamery? Odpuściliśmy, choć aparat był dobry, szkoda nam poczciwego Nikona. Nie złapaliśmy nikogo za rękę, ale wydaje nam się, że nie bez znaczenia jest ogromna ilość Rosjan w hotelu. Poza tym ogromnym minusem jest fakt, że na teren hotelu każdy może wejść z zewnątrz. Nie ma opasek, nikt nie pilnuje żadnego z wejść ani od strony ulicy ani od strony morza. W dniu zmiany turnusów walizki zostawia się w pokoju bagażowym, do którego każdy dostaje klucz, ale który ma drzwi cały czas otwarte. Albo siedzicie w recepcji i pilnujecie swoich bagaży albo idziecie gdzieś np. na spacer, a każdy może tam wejść i zabrać cokolwiek. Więc pilnujcie swoich rzeczy, bo zostaniecie bez nich. W dniu przyjazdu pokoje dostępne o drugiej, jak przyjedziecie wcześnie rano, to pilnujecie tych bagaży do drugiej. Oczywiście najgorsze pokoje dla Polaków. Nad śmietnikiem, przy windzie, tak ciasne, że nie można się było swobodnie poruszać. Akustyczne. Codziennie około 22. 20 czas umili wam głos tłuczonych butelek wrzucanych do pojemnika na szkło. Pokoje czyste, sprzątane codziennie. W łazience szampon i żel do kąpieli, brak mleczka do ciała. Niestety w łazience już nie ma się wrażenia niedawnego remontu. Fugi zapleśniałe, połatane. Brak wentylacji w łazience. Po prysznicu sauna w całym pokoju. Łóżka wygodne. Ale jak wam się zdarzy że nie dostaniecie pościeli, to nieźle się trzeba nagimnastykować żeby ją dostać. Nie dano nam poszwy na kołdrę. Zgłoszenie tego do recepcji skutkowało tym że szefowa pokojówek pofatygowała się osobiście pytając w czym problem. Mówię że chcę poszwę na kołdrę. Ona pokazuje mi kołdrę( bez poszwy ) i pyta. What is the problem. Not good???. Ależ good, good ale ja chcę spać pod kołdrą z poszwą a nie bez. Jak zapraszasz gościa, to każesz mu spać pod samą kołdrą bez pościeli? Raczej nie. No chyba, że w Best Maritim. W pokoju jest telewizor, ale tylko po hiszpańsku, i BBC,CNN po angielsku. Polskiego programu brak. Wi fi działa sprawnie. System bez opasek skutkuje śmiesznym sposobem odhaczania każdego przy posiłkach. Jedni maja hb inni fb, więc przy obiedzie i kolacji trzeba podawać numer pokoju, a pracownik na wielkiej przedpotopowej kartce jak ze średniowiecza odhacza czy zjadłeś obiad ,czy aby nie idziesz na ten obiad drugi raz. I oczywiście wszystko opiera się na słownym podaniu numeru pokoju. No właśnie . Ta stołówka. Nie śmiem użyć słowa restauracja. Niby stolików dużo, ale jak przyjdziesz trochę później niż na początku, to włóczysz się po całej wielkiej sali przeciskając się w hałasie miedzy stolikami i szukając wolnego miejsca. A miejsca nie ma. Kolejki do wszystkiego skutkują tym, ze goście dłużej przebywają w stołówce, bo jak po każde głupie jajko czy naleśnika musisz swoje odstać w kolejce i to przed sezonem, to potem zajmujesz dłużej miejsce przy stoliku. Nikt z personelu nie pokazuje gdzie jest wolny stolik, nie prowadzi do stolika, nie pyta innego pracownika gdzie jest stolik na potrzebne 2 osoby. Łazisz z talerzem jak po wsi. Nie do tego przyzwyczaiły mnie hotele 4 gwiazdkowe. To żenujące i śmieszne. I kłopotliwe. I ta filozofia kulinarna. Pominę już, że wszystko, absolutnie wszystko było niesmaczne, albo w ogóle nie doprawione, albo przesolone , ociekające tłuszczem nawet ziemniaki, obrzydliwie tłuste nieusmażone boczki i jakieś kawały kości z mięsem jak dla psa. Potrawy, które miały być ciepłe, były zawsze zimne. Były co prawda krewetki raz w tygodniu , ale zimne, były małże, ale zimne i niczym nie doprawione. Zimne makarony, ziemniaki, mięso- wszystko, co nie było zdjęte świeżo z patelni. Niespecjalnie smakują zimne ziemniaki, ociekające tłuszczem, zimny boczek smażony, zimno mięso, zimna ryba w zimnym sosie. I do tego ryby zawsze z łuskami, których nikt nie zdejmował. Ale najgorsze z tego było to wyczekiwanie , aż kucharz coś przyrządzi. Nigdy nie można było czegoś nałożyć na talerz ot tak, mówię o rzeczach smażonych na blachach. Najpierw kucharz policzył ile ludzi stoi w kolejce. Jak było 7 osób , to rzucał na blachę 7 kawałków ryby. Jak ktoś przed tobą wziął np. drugi kawałek dodatkowo, to musiałeś czekać w drugiej turze kolejki. Bo nie można było rzucić na tę blachę więcej kawałków, nie wiem dlaczego. Miejsca na tej blaszce było dosyć. Na dodatek jeden kucharz obsługiwał dwie blachy, na jednej ryby, na drugiej mięso. Jedna kolejka do jednego, druga do drugiego, a on raz przy jednej blaszce sobie stał, potem zostawiał tych w kolejce i szedł do drugiej blaszki a ty stoisz jak idiota za tym kawałkiem wymarzonej ryby, którą na koniec tak ci posolił, że i tak nie zjadłeś. Było stanowisko z pizzą. Serio? To była pizza? Twardy , przypalony kawałek cienkiego ohydnego placka z resztkami na wierzchu to nie pizza. Były i hamburgery, a także pseudo chińszczyzna, której nie tknęłam, widząc, z czego robiona. W jednorazowym akcie desperacji raz skusiłam się na hamburgera. Obrzydliwy. Już pierwszy kęs musiałam wypluć. Jedynie paella nadawała się do jedzenia, ale też zawsze mocno przesolona. Jednak dzięki niej przetrwałam . Natomiast śniadania dosyć smaczne, choć skromne. Do śniadania kawa, herbata, dwa rodzaje soku. Wino musujące . Nie szampan- jak ktoś przede mną szumnie stwierdził. Obiad i kolacja – napoje płatne. Mała woda mineralna 1, 7 E. Wino w hotelu 15 E. To samo w markecie obok 5 E. Chociaż płatne, to nie ma możliwości dostania na kolację ciepłego napoju, np. herbaty. Tylko zimne. Dziwny sposób zamawiania napojów. Na stole stoi menu. Podchodzi kelner, zamawiasz napój a kelner błyskawicznie zabiera menu. Nie domówisz więcej napoju, jeśli nie zdecydujesz się od razu. A i jeszcze jedno. Przyzwyczaiłeś się do białych obrusów? Zapomnij. Wstrętne podkładki, które tylko przecierano ścierkami. Jedyny plus to miłe panie z Polski pracujące w stołówce. Hotel robi luch pakiety tzw piknik. Jabłko, bułka, woda, suchary, i zapakowana w opakowanie próżniowe kiełbasa. Sam musisz sobie rozedrzeć to opakowania i zrobić kanapkę. Wyjąć palcami z tego opakowania tę kiełbasę i nałożyć na bułkę. Fajnie jak możesz przedtem i potem umyć ręce. Niefajnie, jak nie możesz. Nie ma gotowych kanapek. Na plus należy zaliczyć codziennie świeże pieczywo. Smaczne. W temacie kulinarnym to jedyny plus. I uważajcie na talerze, bo często nie domyte. Basen. Niby jest. Nawet czysty. Ale nie popływasz. Chyba , że jesteś pigmejem, bo największa głębokość 120 cm. Woda zimna. Leżaki- dużo. Ale byłam przed sezonem, gdzie już nie było ich gdzie rozstawić ,nie wiem, jak będzie w sezonie. Wszyscy chwalą położenie, a ja nie wiem za co . Przy morzu, to fakt, ale wszędzie bardzo daleko. Wszędzie trzeba jechać autobusem, bo pieszo daleko. W pobliżu nic ciekawego nie ma. Za to pod hotelem jest przystanek, stamtąd można jechać np. do Taragony. Polecam. Z dworca kolejowego np. o 8. 40 pociąg do Barcelony. Jedzie się 1, 5 godziny. Najlepiej wysiąść przy Passeige de Gracia. Wysiadacie prawie przy samej Casa Batillo, a stamtąd pieszo bliziutko Plac Kataloński i Rambla. Stamtąd pieszo do Kulumba, Bari Gothic, Aquarium i do kolejki na Montjuic. Nie trzeba jeździć metrem , żeby dużo zwiedzić. Pytałam panią rezydent na której stacji wysiąść, i nie wiedziała. Podobnie pytana o coś w temacie metra mówiła, że nie wie, bo tam jest 11 stacji. Rozumiem, że natarczywość turystów może być męcząca, ale mając ich w Salou , gdzie jest stacja pociągu do Barcelony należałoby się takich pytań spodziewać. I naprawdę to nie takie trudne powiedzieć turyście, na której stacji wysiąść. Z całym szacunkiem, ale tej odrobiny empatii pani rezydent zabrakło. Wycieczki. Montserrat. Za mało czasu na klasztor, niewiele zdążyliśmy zobaczyć, nie załapaliśmy się do figurki, ale za to widzieliśmy winnicę!!!! Enta winnica, którą widziałam, nic specjalnego, dużo czasu straconego w sklepie w winami. Ale pan przewodnik sympatyczny, choć niewiele powiedział. Trzeba doczytać samemu. Za to właśnie od niego dowiedzieliśmy się gdzie wysiąść , żeby najlepiej zwiedzić Barcelonę. Dziękujemy za tę informację. Ogólnie hotel dla osób nie nawykłych do dobrego standardu. Komu polecam? Nikomu.
Czysto i pachnąco, doskonała lokalizacja, smaczne jedzenie i miła obsługa. Wszystko, czego oczekuję od hotelu w tym standardzie. Pokój codziennie sprzątany, ręczniki wymieniane na życzenie (ręcznik na ziemi - do wymiany, na wieszaku - zostaje i dbamy o środowisko). Kosmetyki hotelowe o przyjemnym roślinnym zapachu (żel, szampon, balsam). Pokój od strony wewnętrznej z bajecznym widokiem na morze oraz basen i scenę - w zasadzie mogliśmy oglądać programy animacyjne z balkonu. Drobny minus był taki, że w związku z tym wieczorami było głośno i zamknięcie okna niewiele dawało. Trudno za to odejmować punkty, ponieważ w każdym hotelu z animacjami trzeba się z tym liczyć. Jeśli nie lubi się dudnienia muzyki wieczorami, lepiej wybrać bardziej kameralny obiekt (Best Maritim to jednak ogromny hotel), ewentualnie poprosić o pokój na stronę zewnętrzną.
Best Maritim

Hotel robi dobre wrażenie tylko z zewnątrz. Czysty teren wokół basenu, wystarczająca ilość leżaków i parasoli . Położony nad samym morzem, oddzielony od hotelu jedynie wąską promenadą. Codzienne sprzątanie w pokoju i uzupełnianie kosmetyków łazienkowych oraz dość smaczne śniadania to niestety wszystkie plusy. Wygląd zewnętrzny to nie wszystko. Staram się wystawić opinię obiektywną bez wpływu na nią faktu, że w pierwszym dniu pobytu ukradziono nam aparat fotograficzny, który zostawiliśmy bez opieki na jedyne kilka minut w części ogólnodostępnej hotelu. Nie można było już nic z tym zrobić. Rezydent odsyłał nas na policję 7 km od hotelu, żeby tam zgłosić. Pytaliśmy w recepcji, czy można w jakikolwiek sposób skorzystać z obecnych tam kamer, ale jedna recepcjonistka powiedziała nam, że te kamery, to tylko atrapy, a druga że nie można tego monitoringu wykorzystać. To po co te kamery? Odpuściliśmy, choć aparat był dobry, szkoda nam poczciwego Nikona. Nie złapaliśmy nikogo za rękę, ale wydaje nam się, że nie bez znaczenia jest ogromna ilość Rosjan w hotelu. Poza tym ogromnym minusem jest fakt, że na teren hotelu każdy może wejść z zewnątrz. Nie ma opasek, nikt nie pilnuje żadnego z wejść ani od strony ulicy ani od strony morza. W dniu zmiany turnusów walizki zostawia się w pokoju bagażowym, do którego każdy dostaje klucz, ale który ma drzwi cały czas otwarte. Albo siedzicie w recepcji i pilnujecie swoich bagaży albo idziecie gdzieś np. na spacer, a każdy może tam wejść i zabrać cokolwiek. Więc pilnujcie swoich rzeczy, bo zostaniecie bez nich. W dniu przyjazdu pokoje dostępne o drugiej, jak przyjedziecie wcześnie rano, to pilnujecie tych bagaży do drugiej. Oczywiście najgorsze pokoje dla Polaków. Nad śmietnikiem, przy windzie, tak ciasne, że nie można się było swobodnie poruszać. Akustyczne. Codziennie około 22. 20 czas umili wam głos tłuczonych butelek wrzucanych do pojemnika na szkło. Pokoje czyste, sprzątane codziennie. W łazience szampon i żel do kąpieli, brak mleczka do ciała. Niestety w łazience już nie ma się wrażenia niedawnego remontu. Fugi zapleśniałe, połatane. Brak wentylacji w łazience. Po prysznicu sauna w całym pokoju. Łóżka wygodne. Ale jak wam się zdarzy że nie dostaniecie pościeli, to nieźle się trzeba nagimnastykować żeby ją dostać. Nie dano nam poszwy na kołdrę. Zgłoszenie tego do recepcji skutkowało tym że szefowa pokojówek pofatygowała się osobiście pytając w czym problem. Mówię że chcę poszwę na kołdrę. Ona pokazuje mi kołdrę( bez poszwy ) i pyta. What is the problem. Not good???. Ależ good, good ale ja chcę spać pod kołdrą z poszwą a nie bez. Jak zapraszasz gościa, to każesz mu spać pod samą kołdrą bez pościeli? Raczej nie. No chyba, że w Best Maritim. W pokoju jest telewizor, ale tylko po hiszpańsku, i BBC,CNN po angielsku. Polskiego programu brak. Wi fi działa sprawnie. System bez opasek skutkuje śmiesznym sposobem odhaczania każdego przy posiłkach. Jedni maja hb inni fb, więc przy obiedzie i kolacji trzeba podawać numer pokoju, a pracownik na wielkiej przedpotopowej kartce jak ze średniowiecza odhacza czy zjadłeś obiad ,czy aby nie idziesz na ten obiad drugi raz. I oczywiście wszystko opiera się na słownym podaniu numeru pokoju. No właśnie . Ta stołówka. Nie śmiem użyć słowa restauracja. Niby stolików dużo, ale jak przyjdziesz trochę później niż na początku, to włóczysz się po całej wielkiej sali przeciskając się w hałasie miedzy stolikami i szukając wolnego miejsca. A miejsca nie ma. Kolejki do wszystkiego skutkują tym, ze goście dłużej przebywają w stołówce, bo jak po każde głupie jajko czy naleśnika musisz swoje odstać w kolejce i to przed sezonem, to potem zajmujesz dłużej miejsce przy stoliku. Nikt z personelu nie pokazuje gdzie jest wolny stolik, nie prowadzi do stolika, nie pyta innego pracownika gdzie jest stolik na potrzebne 2 osoby. Łazisz z talerzem jak po wsi. Nie do tego przyzwyczaiły mnie hotele 4 gwiazdkowe. To żenujące i śmieszne. I kłopotliwe. I ta filozofia kulinarna. Pominę już, że wszystko, absolutnie wszystko było niesmaczne, albo w ogóle nie doprawione, albo przesolone , ociekające tłuszczem nawet ziemniaki, obrzydliwie tłuste nieusmażone boczki i jakieś kawały kości z mięsem jak dla psa. Potrawy, które miały być ciepłe, były zawsze zimne. Były co prawda krewetki raz w tygodniu , ale zimne, były małże, ale zimne i niczym nie doprawione. Zimne makarony, ziemniaki, mięso- wszystko, co nie było zdjęte świeżo z patelni. Niespecjalnie smakują zimne ziemniaki, ociekające tłuszczem, zimny boczek smażony, zimno mięso, zimna ryba w zimnym sosie. I do tego ryby zawsze z łuskami, których nikt nie zdejmował. Ale najgorsze z tego było to wyczekiwanie , aż kucharz coś przyrządzi. Nigdy nie można było czegoś nałożyć na talerz ot tak, mówię o rzeczach smażonych na blachach. Najpierw kucharz policzył ile ludzi stoi w kolejce. Jak było 7 osób , to rzucał na blachę 7 kawałków ryby. Jak ktoś przed tobą wziął np. drugi kawałek dodatkowo, to musiałeś czekać w drugiej turze kolejki. Bo nie można było rzucić na tę blachę więcej kawałków, nie wiem dlaczego. Miejsca na tej blaszce było dosyć. Na dodatek jeden kucharz obsługiwał dwie blachy, na jednej ryby, na drugiej mięso. Jedna kolejka do jednego, druga do drugiego, a on raz przy jednej blaszce sobie stał, potem zostawiał tych w kolejce i szedł do drugiej blaszki a ty stoisz jak idiota za tym kawałkiem wymarzonej ryby, którą na koniec tak ci posolił, że i tak nie zjadłeś. Było stanowisko z pizzą. Serio? To była pizza? Twardy , przypalony kawałek cienkiego ohydnego placka z resztkami na wierzchu to nie pizza. Były i hamburgery, a także pseudo chińszczyzna, której nie tknęłam, widząc, z czego robiona. W jednorazowym akcie desperacji raz skusiłam się na hamburgera. Obrzydliwy. Już pierwszy kęs musiałam wypluć. Jedynie paella nadawała się do jedzenia, ale też zawsze mocno przesolona. Jednak dzięki niej przetrwałam . Natomiast śniadania dosyć smaczne, choć skromne. Do śniadania kawa, herbata, dwa rodzaje soku. Wino musujące . Nie szampan- jak ktoś przede mną szumnie stwierdził. Obiad i kolacja – napoje płatne. Mała woda mineralna 1, 7 E. Wino w hotelu 15 E. To samo w markecie obok 5 E. Chociaż płatne, to nie ma możliwości dostania na kolację ciepłego napoju, np. herbaty. Tylko zimne. Dziwny sposób zamawiania napojów. Na stole stoi menu. Podchodzi kelner, zamawiasz napój a kelner błyskawicznie zabiera menu. Nie domówisz więcej napoju, jeśli nie zdecydujesz się od razu. A i jeszcze jedno. Przyzwyczaiłeś się do białych obrusów? Zapomnij. Wstrętne podkładki, które tylko przecierano ścierkami. Jedyny plus to miłe panie z Polski pracujące w stołówce. Hotel robi luch pakiety tzw piknik. Jabłko, bułka, woda, suchary, i zapakowana w opakowanie próżniowe kiełbasa. Sam musisz sobie rozedrzeć to opakowania i zrobić kanapkę. Wyjąć palcami z tego opakowania tę kiełbasę i nałożyć na bułkę. Fajnie jak możesz przedtem i potem umyć ręce. Niefajnie, jak nie możesz. Nie ma gotowych kanapek. Na plus należy zaliczyć codziennie świeże pieczywo. Smaczne. W temacie kulinarnym to jedyny plus. I uważajcie na talerze, bo często nie domyte. Basen. Niby jest. Nawet czysty. Ale nie popływasz. Chyba , że jesteś pigmejem, bo największa głębokość 120 cm. Woda zimna. Leżaki- dużo. Ale byłam przed sezonem, gdzie już nie było ich gdzie rozstawić ,nie wiem, jak będzie w sezonie. Wszyscy chwalą położenie, a ja nie wiem za co . Przy morzu, to fakt, ale wszędzie bardzo daleko. Wszędzie trzeba jechać autobusem, bo pieszo daleko. W pobliżu nic ciekawego nie ma. Za to pod hotelem jest przystanek, stamtąd można jechać np. do Taragony. Polecam. Z dworca kolejowego np. o 8. 40 pociąg do Barcelony. Jedzie się 1, 5 godziny. Najlepiej wysiąść przy Passeige de Gracia. Wysiadacie prawie przy samej Casa Batillo, a stamtąd pieszo bliziutko Plac Kataloński i Rambla. Stamtąd pieszo do Kulumba, Bari Gothic, Aquarium i do kolejki na Montjuic. Nie trzeba jeździć metrem , żeby dużo zwiedzić. Pytałam panią rezydent na której stacji wysiąść, i nie wiedziała. Podobnie pytana o coś w temacie metra mówiła, że nie wie, bo tam jest 11 stacji. Rozumiem, że natarczywość turystów może być męcząca, ale mając ich w Salou , gdzie jest stacja pociągu do Barcelony należałoby się takich pytań spodziewać. I naprawdę to nie takie trudne powiedzieć turyście, na której stacji wysiąść. Z całym szacunkiem, ale tej odrobiny empatii pani rezydent zabrakło. Wycieczki. Montserrat. Za mało czasu na klasztor, niewiele zdążyliśmy zobaczyć, nie załapaliśmy się do figurki, ale za to widzieliśmy winnicę!!!! Enta winnica, którą widziałam, nic specjalnego, dużo czasu straconego w sklepie w winami. Ale pan przewodnik sympatyczny, choć niewiele powiedział. Trzeba doczytać samemu. Za to właśnie od niego dowiedzieliśmy się gdzie wysiąść , żeby najlepiej zwiedzić Barcelonę. Dziękujemy za tę informację. Ogólnie hotel dla osób nie nawykłych do dobrego standardu. Komu polecam? Nikomu.
Czysto i pachnąco, doskonała lokalizacja, smaczne jedzenie i miła obsługa. Wszystko, czego oczekuję od hotelu w tym standardzie. Pokój codziennie sprzątany, ręczniki wymieniane na życzenie (ręcznik na ziemi - do wymiany, na wieszaku - zostaje i dbamy o środowisko). Kosmetyki hotelowe o przyjemnym roślinnym zapachu (żel, szampon, balsam). Pokój od strony wewnętrznej z bajecznym widokiem na morze oraz basen i scenę - w zasadzie mogliśmy oglądać programy animacyjne z balkonu. Drobny minus był taki, że w związku z tym wieczorami było głośno i zamknięcie okna niewiele dawało. Trudno za to odejmować punkty, ponieważ w każdym hotelu z animacjami trzeba się z tym liczyć. Jeśli nie lubi się dudnienia muzyki wieczorami, lepiej wybrać bardziej kameralny obiekt (Best Maritim to jednak ogromny hotel), ewentualnie poprosić o pokój na stronę zewnętrzną.
Wszystko super oprócz wody w krajach. W pokojach zestaw do parzenia kawy i herbaty.. niestety woda w kranie bardzo chlorowana. Trzeba kupować w pobliskim sklepie wodę mineralną. Ceny dobre. Czysto. Smacznie w restauracji.
Największym minusem hotelu jest zmuszony personel do noszenia masek,jest to nielegalne ,gdyż Hiszpania zniosła obowiązek od 20 kwietnia .Czułam się jakbym była obsługiwana przez niewolników. Po za tym hotel czysty i cichy,bezpośrednio przy plaży .
Razem z rodziną kolejny raz gościłam w tym hotelu i jestem ponownie zadowolona z pobytu. Jedzenie różnorodne zawsze można coś było wybrać chociaż zgadzam się z wcześniejszą opinią że trochę tłusto i słono. Do obiadu i kolacji napoje płatne, cena np. dużej wody 2 euro. Hotel nad samą plażą, czysta woda w basenie, super animatorzy i Polki pracujące w restauracji. Łatwo można dostać się kolejką do Barcelony, polecam skorzystać z aquaparków znajdujących się w pobliżu. Niestety mniej zadowolona jestem z pokoi które zajmowaliśmy.Pokoje 1110 i 1111 znajdują się tuż nad zapleczem restauracji z widokiem na śmietnik, radzę od razu wymieniać na inne.Dobra klimatyzacja, darmowe wifi, darmowy sejf.Ogólnie polecam.
Hotel robi dobre wrażenie tylko z zewnątrz. Czysty teren wokół basenu, wystarczająca ilość leżaków i parasoli . Położony nad samym morzem, oddzielony od hotelu jedynie wąską promenadą. Codzienne sprzątanie w pokoju i uzupełnianie kosmetyków łazienkowych oraz dość smaczne śniadania to niestety wszystkie plusy. Wygląd zewnętrzny to nie wszystko. Staram się wystawić opinię obiektywną bez wpływu na nią faktu, że w pierwszym dniu pobytu ukradziono nam aparat fotograficzny, który zostawiliśmy bez opieki na jedyne kilka minut w części ogólnodostępnej hotelu. Nie można było już nic z tym zrobić. Rezydent odsyłał nas na policję 7 km od hotelu, żeby tam zgłosić. Pytaliśmy w recepcji, czy można w jakikolwiek sposób skorzystać z obecnych tam kamer, ale jedna recepcjonistka powiedziała nam, że te kamery, to tylko atrapy, a druga że nie można tego monitoringu wykorzystać. To po co te kamery? Odpuściliśmy, choć aparat był dobry, szkoda nam poczciwego Nikona. Nie złapaliśmy nikogo za rękę, ale wydaje nam się, że nie bez znaczenia jest ogromna ilość Rosjan w hotelu. Poza tym ogromnym minusem jest fakt, że na teren hotelu każdy może wejść z zewnątrz. Nie ma opasek, nikt nie pilnuje żadnego z wejść ani od strony ulicy ani od strony morza. W dniu zmiany turnusów walizki zostawia się w pokoju bagażowym, do którego każdy dostaje klucz, ale który ma drzwi cały czas otwarte. Albo siedzicie w recepcji i pilnujecie swoich bagaży albo idziecie gdzieś np. na spacer, a każdy może tam wejść i zabrać cokolwiek. Więc pilnujcie swoich rzeczy, bo zostaniecie bez nich. W dniu przyjazdu pokoje dostępne o drugiej, jak przyjedziecie wcześnie rano, to pilnujecie tych bagaży do drugiej. Oczywiście najgorsze pokoje dla Polaków. Nad śmietnikiem, przy windzie, tak ciasne, że nie można się było swobodnie poruszać. Akustyczne. Codziennie około 22. 20 czas umili wam głos tłuczonych butelek wrzucanych do pojemnika na szkło. Pokoje czyste, sprzątane codziennie. W łazience szampon i żel do kąpieli, brak mleczka do ciała. Niestety w łazience już nie ma się wrażenia niedawnego remontu. Fugi zapleśniałe, połatane. Brak wentylacji w łazience. Po prysznicu sauna w całym pokoju. Łóżka wygodne. Ale jak wam się zdarzy że nie dostaniecie pościeli, to nieźle się trzeba nagimnastykować żeby ją dostać. Nie dano nam poszwy na kołdrę. Zgłoszenie tego do recepcji skutkowało tym że szefowa pokojówek pofatygowała się osobiście pytając w czym problem. Mówię że chcę poszwę na kołdrę. Ona pokazuje mi kołdrę( bez poszwy ) i pyta. What is the problem. Not good???. Ależ good, good ale ja chcę spać pod kołdrą z poszwą a nie bez. Jak zapraszasz gościa, to każesz mu spać pod samą kołdrą bez pościeli? Raczej nie. No chyba, że w Best Maritim. W pokoju jest telewizor, ale tylko po hiszpańsku, i BBC,CNN po angielsku. Polskiego programu brak. Wi fi działa sprawnie. System bez opasek skutkuje śmiesznym sposobem odhaczania każdego przy posiłkach. Jedni maja hb inni fb, więc przy obiedzie i kolacji trzeba podawać numer pokoju, a pracownik na wielkiej przedpotopowej kartce jak ze średniowiecza odhacza czy zjadłeś obiad ,czy aby nie idziesz na ten obiad drugi raz. I oczywiście wszystko opiera się na słownym podaniu numeru pokoju. No właśnie . Ta stołówka. Nie śmiem użyć słowa restauracja. Niby stolików dużo, ale jak przyjdziesz trochę później niż na początku, to włóczysz się po całej wielkiej sali przeciskając się w hałasie miedzy stolikami i szukając wolnego miejsca. A miejsca nie ma. Kolejki do wszystkiego skutkują tym, ze goście dłużej przebywają w stołówce, bo jak po każde głupie jajko czy naleśnika musisz swoje odstać w kolejce i to przed sezonem, to potem zajmujesz dłużej miejsce przy stoliku. Nikt z personelu nie pokazuje gdzie jest wolny stolik, nie prowadzi do stolika, nie pyta innego pracownika gdzie jest stolik na potrzebne 2 osoby. Łazisz z talerzem jak po wsi. Nie do tego przyzwyczaiły mnie hotele 4 gwiazdkowe. To żenujące i śmieszne. I kłopotliwe. I ta filozofia kulinarna. Pominę już, że wszystko, absolutnie wszystko było niesmaczne, albo w ogóle nie doprawione, albo przesolone , ociekające tłuszczem nawet ziemniaki, obrzydliwie tłuste nieusmażone boczki i jakieś kawały kości z mięsem jak dla psa. Potrawy, które miały być ciepłe, były zawsze zimne. Były co prawda krewetki raz w tygodniu , ale zimne, były małże, ale zimne i niczym nie doprawione. Zimne makarony, ziemniaki, mięso- wszystko, co nie było zdjęte świeżo z patelni. Niespecjalnie smakują zimne ziemniaki, ociekające tłuszczem, zimny boczek smażony, zimno mięso, zimna ryba w zimnym sosie. I do tego ryby zawsze z łuskami, których nikt nie zdejmował. Ale najgorsze z tego było to wyczekiwanie , aż kucharz coś przyrządzi. Nigdy nie można było czegoś nałożyć na talerz ot tak, mówię o rzeczach smażonych na blachach. Najpierw kucharz policzył ile ludzi stoi w kolejce. Jak było 7 osób , to rzucał na blachę 7 kawałków ryby. Jak ktoś przed tobą wziął np. drugi kawałek dodatkowo, to musiałeś czekać w drugiej turze kolejki. Bo nie można było rzucić na tę blachę więcej kawałków, nie wiem dlaczego. Miejsca na tej blaszce było dosyć. Na dodatek jeden kucharz obsługiwał dwie blachy, na jednej ryby, na drugiej mięso. Jedna kolejka do jednego, druga do drugiego, a on raz przy jednej blaszce sobie stał, potem zostawiał tych w kolejce i szedł do drugiej blaszki a ty stoisz jak idiota za tym kawałkiem wymarzonej ryby, którą na koniec tak ci posolił, że i tak nie zjadłeś. Było stanowisko z pizzą. Serio? To była pizza? Twardy , przypalony kawałek cienkiego ohydnego placka z resztkami na wierzchu to nie pizza. Były i hamburgery, a także pseudo chińszczyzna, której nie tknęłam, widząc, z czego robiona. W jednorazowym akcie desperacji raz skusiłam się na hamburgera. Obrzydliwy. Już pierwszy kęs musiałam wypluć. Jedynie paella nadawała się do jedzenia, ale też zawsze mocno przesolona. Jednak dzięki niej przetrwałam . Natomiast śniadania dosyć smaczne, choć skromne. Do śniadania kawa, herbata, dwa rodzaje soku. Wino musujące . Nie szampan- jak ktoś przede mną szumnie stwierdził. Obiad i kolacja – napoje płatne. Mała woda mineralna 1, 7 E. Wino w hotelu 15 E. To samo w markecie obok 5 E. Chociaż płatne, to nie ma możliwości dostania na kolację ciepłego napoju, np. herbaty. Tylko zimne. Dziwny sposób zamawiania napojów. Na stole stoi menu. Podchodzi kelner, zamawiasz napój a kelner błyskawicznie zabiera menu. Nie domówisz więcej napoju, jeśli nie zdecydujesz się od razu. A i jeszcze jedno. Przyzwyczaiłeś się do białych obrusów? Zapomnij. Wstrętne podkładki, które tylko przecierano ścierkami. Jedyny plus to miłe panie z Polski pracujące w stołówce. Hotel robi luch pakiety tzw piknik. Jabłko, bułka, woda, suchary, i zapakowana w opakowanie próżniowe kiełbasa. Sam musisz sobie rozedrzeć to opakowania i zrobić kanapkę. Wyjąć palcami z tego opakowania tę kiełbasę i nałożyć na bułkę. Fajnie jak możesz przedtem i potem umyć ręce. Niefajnie, jak nie możesz. Nie ma gotowych kanapek. Na plus należy zaliczyć codziennie świeże pieczywo. Smaczne. W temacie kulinarnym to jedyny plus. I uważajcie na talerze, bo często nie domyte. Basen. Niby jest. Nawet czysty. Ale nie popływasz. Chyba , że jesteś pigmejem, bo największa głębokość 120 cm. Woda zimna. Leżaki- dużo. Ale byłam przed sezonem, gdzie już nie było ich gdzie rozstawić ,nie wiem, jak będzie w sezonie. Wszyscy chwalą położenie, a ja nie wiem za co . Przy morzu, to fakt, ale wszędzie bardzo daleko. Wszędzie trzeba jechać autobusem, bo pieszo daleko. W pobliżu nic ciekawego nie ma. Za to pod hotelem jest przystanek, stamtąd można jechać np. do Taragony. Polecam. Z dworca kolejowego np. o 8. 40 pociąg do Barcelony. Jedzie się 1, 5 godziny. Najlepiej wysiąść przy Passeige de Gracia. Wysiadacie prawie przy samej Casa Batillo, a stamtąd pieszo bliziutko Plac Kataloński i Rambla. Stamtąd pieszo do Kulumba, Bari Gothic, Aquarium i do kolejki na Montjuic. Nie trzeba jeździć metrem , żeby dużo zwiedzić. Pytałam panią rezydent na której stacji wysiąść, i nie wiedziała. Podobnie pytana o coś w temacie metra mówiła, że nie wie, bo tam jest 11 stacji. Rozumiem, że natarczywość turystów może być męcząca, ale mając ich w Salou , gdzie jest stacja pociągu do Barcelony należałoby się takich pytań spodziewać. I naprawdę to nie takie trudne powiedzieć turyście, na której stacji wysiąść. Z całym szacunkiem, ale tej odrobiny empatii pani rezydent zabrakło. Wycieczki. Montserrat. Za mało czasu na klasztor, niewiele zdążyliśmy zobaczyć, nie załapaliśmy się do figurki, ale za to widzieliśmy winnicę!!!! Enta winnica, którą widziałam, nic specjalnego, dużo czasu straconego w sklepie w winami. Ale pan przewodnik sympatyczny, choć niewiele powiedział. Trzeba doczytać samemu. Za to właśnie od niego dowiedzieliśmy się gdzie wysiąść , żeby najlepiej zwiedzić Barcelonę. Dziękujemy za tę informację. Ogólnie hotel dla osób nie nawykłych do dobrego standardu. Komu polecam? Nikomu.
Czysto i pachnąco, doskonała lokalizacja, smaczne jedzenie i miła obsługa. Wszystko, czego oczekuję od hotelu w tym standardzie. Pokój codziennie sprzątany, ręczniki wymieniane na życzenie (ręcznik na ziemi - do wymiany, na wieszaku - zostaje i dbamy o środowisko). Kosmetyki hotelowe o przyjemnym roślinnym zapachu (żel, szampon, balsam). Pokój od strony wewnętrznej z bajecznym widokiem na morze oraz basen i scenę - w zasadzie mogliśmy oglądać programy animacyjne z balkonu. Drobny minus był taki, że w związku z tym wieczorami było głośno i zamknięcie okna niewiele dawało. Trudno za to odejmować punkty, ponieważ w każdym hotelu z animacjami trzeba się z tym liczyć. Jeśli nie lubi się dudnienia muzyki wieczorami, lepiej wybrać bardziej kameralny obiekt (Best Maritim to jednak ogromny hotel), ewentualnie poprosić o pokój na stronę zewnętrzną.
Best Maritim - informacje
Najpopularniejsze udogodnienia:
- Dla rodzin
- Kryty basen
- Spa
- Plac zabaw
- Piaszczysta plaża
- Darmowe Wi-Fi
- TUI Service Center 24/7 + TUI App
- Wybór Roku w portalu TripAdvisor
Położenie:
- ok. 2 km od centrum Salou
- ok. 100 km od lotniska BCN
- bezpośrednio przy plaży
- Lokalizacja
- Jakość noclegu
- Pokoje
- Obsługa
- Wartość
- Czystość
- Podróże p2025-05-06Wyjątkowy
Czysto i pachnąco, doskonała lokalizacja, smaczne jedzenie i miła obsługa. Wszystko, czego oczekuję od hotelu w tym standardzie. Pokój codziennie sprzątany, ręczniki wymieniane na życzenie (ręcznik na ziemi - do wymiany, na wieszaku - zostaje i dbamy o środowisko). Kosmetyki hotelowe o przyjemnym roślinnym zapachu (żel, szampon, balsam). Pokój od strony wewnętrznej z bajecznym widokiem na morze oraz basen i scenę - w zasadzie mogliśmy oglądać programy animacyjne z balkonu. Drobny minus był taki, że w związku z tym wieczorami było głośno i zamknięcie okna niewiele dawało. Trudno za to odejmować punkty, ponieważ w każdym hotelu z animacjami trzeba się z tym liczyć. Jeśli nie lubi się dudnienia muzyki wieczorami, lepiej wybrać bardziej kameralny obiekt (Best Maritim to jednak ogromny hotel), ewentualnie poprosić o pokój na stronę zewnętrzną.
- Alibaba W2022-10-09Wyjątkowy
Wszystko super oprócz wody w krajach. W pokojach zestaw do parzenia kawy i herbaty.. niestety woda w kranie bardzo chlorowana. Trzeba kupować w pobliskim sklepie wodę mineralną. Ceny dobre. Czysto. Smacznie w restauracji.
- 776anetaa2022-06-06
Największym minusem hotelu jest zmuszony personel do noszenia masek,jest to nielegalne ,gdyż Hiszpania zniosła obowiązek od 20 kwietnia .Czułam się jakbym była obsługiwana przez niewolników. Po za tym hotel czysty i cichy,bezpośrednio przy plaży .
Aż 57 201
Klientów skorzystało z pomocy w ramach dodatkowego ubezpieczenia od nagłych zachorowań i wypadków
689 420 zł
tyle wyniósł koszt obsługi medycznej pokryty jednorazowo przez ubezpieczyciela
Aż 9002
w przypadku tylu rezerwacji Klienci otrzymali zwrot kosztów wakacji w ramach ubezpieczenia od rezygnacji
Większość Klientów
rozszerza ubezpiecznia o pakiet All Inclusive - rozszerzenie ochrony od kosztów leczenia i następstw nieszcześliwych wypadków o zdarzenia zaistniałe pod wpływem alkoholu