Święta, święta i… po świętach

1

Ulubione zdanie prawie każdej osoby, która już pod koniec listopada daje się wciągnąć w świąteczne szaleństwo świata. Zanim jednak 26 grudnia wieczorem zostanie wypowiedziane, warto zastanowić się, gdzie chcemy te święta spędzić, w jaki sposób je przeżyć i czy skrycie nie marzymy o poznaniu tego świata z perspektywy świąt właśnie.

A może by tak nie umyć okien i wyjechać?

“I’m driving home for Christmas. Oh, I can’t wait to see those faces. I’m driving home for Christmas, yea. Well I’m moving down that line. And it’s been so long…” śpiewa nam co roku Chris Rea. Lecz w roku, w którym od wielu miesięcy jesteśmy mniej lub bardziej zamknięci w domach, miastach i krajach, inspirującym byłoby rozważenie, czy nie spędzić świąt daleko od domu. A może perspektywa stania w korkach, gdy zechcemy kogoś odwiedzić, pośpiechu, gotowania, buszowania po galeriach, całej tej krzątaniny, już teraz wydaje nam się mało atrakcyjna i bez zbędnych rozmyślań pt. „czy to wypada?” skusimy się na coś, na co w „normalnej” sytuacji byśmy się nie odważyli?

Opcje wyjazdowe są oczywiście ograniczone, ale to nie oznacza, że nie ma z czego wybierać! Pierwsza opcja to kierunek znany, lubiany i przez niektórych postrzegany jako wręcz „wyświechtany”, a jednak nie kojarzy nam się on z kierunkiem świątecznej ucieczki. I nic w tym dziwnego, bowiem Turcja to kraj, gdzie większość społeczeństwa jest wyznania muzułmańskiego. Tyle tylko, że żyjemy w globalnej wiosce i nawet w Turcji można aktualnie odnaleźć odpryski Bożego Narodzenia. Choć uczciwie trzeba przyznać, iż jest ono nieco odarte z chrześcijańskiego ducha. W większych miastach ((https://www.gotui.com/pl/stambul/), ale także w kurortach, organizowane są świąteczne imprezy, jarmarki, a zdarzają się i jasełka. Miasta ozdobione są podobnie jak w Europie, w centrach handlowych z pewnością zaczepi nas Święty Mikołaj, a jeżeli zechcemy udać się na mszę, to również nie będzie z tym problemu. Turcja to fascynujący kraj, tygiel kultur i religii, a oglądanie przystrojonych choinek, gdy z głośników meczetów rozlegać się będą nawoływania imama do modlitwy, może być ciekawym doświadczeniem i lekcją tolerancji.

Z kolei Madera, mimo iż kolację wigilijną można spożyć tam w mało świątecznym anturażu – będąc ubranym w letnią sukienkę, krótkie spodenki i klapki, jest wbrew pozorom popularną świąteczną destynacją. Być może dlatego, że obchody Bożego Narodzenia trwają tam aż do 15 stycznia, a palmy ozdobione świątecznymi światełkami, to coś co wielu ludzi chciałoby ujrzeć choć raz w życiu. Mieszkańcy Madery mają rozmach nie tylko w kwestii liczby świątecznych dni, ale także w dekorowaniu domów, ulic, placów i skwerów, właściwie całych miast, co w połączeniu z niesamowitym widokami na wyspie tworzy niezapomniane pejzaże. Niestety, jeśli ktoś uwielbia śnieg, to Madera w czasie świąt nie będzie dla niego satysfakcjonującym kierunkiem, ponieważ…tam prawie nigdy nie pada śnieg. Ale jeżeli lubimy eklektyzm w postaci wiosennego ciepła, słońca i świątecznej atmosfery, to nic tylko bukować bilety!

Pozostając w wyspiarskim klimacie – Wyspy Kanaryjskie! Każda z nich jest wspaniałym, swoiście osobnym bytem, ale w aspekcie świąt łączy je jedno – trwają tam one od 24 grudnia do 6 stycznia i tak jak w Polsce, tłumy Hiszpanów, niezależnie od stopnia zaangażowania religijnego, ciągną do kościołów na pasterkę. Po niej w niektórych miejscowościach organizowane są pokazy fajerwerków. Iście temperamentny sposób świętowania, nieprawdaż? W czasie świąt organizowane są też występy chórów z pieśniami adwentowymi w oprawie gospel oraz koncerty muzyki poważnej. Z wysp można wrócić bogatszym, niż się przyjechało, a cały pobyt tam może zwrócić się z nawiązką. Jak to możliwe? Otóż 22 grudnia w całym państwie odbywa się Wielka Świąteczna Loteria z dużymi sumami pieniędzy do wygrania. Kuszące? Jeśli dodać do tego jarmarki z tradycyjnymi  przepysznymi wyspiarskimi świątecznymi potrawami i serdecznych ludzi, wychodzących wieczorami na ulice, by złożyć sobie życzenia, to pewne jest jedno – święta na wyspach będą radosnym przeżyciem, niezależnie od wszystkiego. W Hiszpanii nawet kolędy brzmią jakoś radośniej….

A co z jednym z najpopularniejszych kierunków świątecznych, jakim jest Egipt? Choć egipskie hotele słyną z niejakiego przepychu, to święta tam zdecydowanie odbiegają atmosferą od komercyjnej otoczki, od dawna naturalnej w wielu europejskich państwach. Kalendarz świąt egipskich rozmija się też z naszym kalendarzem, więc jeśli nieszczególnie zależy nam na spędzeniu świąt przy stole, w gwarze i pędzie, a w tym czasie wolimy się wyciszyć, zrelaksować, odnaleźć równowagę i umiar, to wybór Egiptu w grudniu może być strzałem w dziesiątkę. A jeśli pragniemy aktywności innych i bardziej urozmaiconych, niż jedzenie, picie i przystrajanie domu, to Egipt także nie wydaje się najgorszym pomysłem. Wycieczki organizowane przez lokalne biura podróży, święta wśród cudownej rafy koralowej lub na grzbiecie wielbłąda – tego wszystkiego możemy zaznać w Hurgadzie, Marsa Alam i Szarm el-Szejk. Jeżeli mimo wszystkiego zatęsknimy za odrobiną świątecznej magii, to nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystać z wycieczek oferujących świąteczne animacje. Jeżeli chcemy przełamać bożonarodzeniowy schemat, ale jednocześnie uszczknąć coś ze świątecznego nastroju, to zawczasu pomyśleć można o wyborze hotelu oferującego kolację wigilijną.

A jeżeli trzy, cztery lub pięć godzin lotu z Polski to dla nas nadal za mało i wyznajemy zasadę, że aby prawdziwie wypocząć i zdystansować się od trosk życia codziennego potrzebnych jest ich kilkanaście (znam takie osoby), to już niedługo druga część świątecznych inspiracji podróżniczych. Tym razem dalszych, odrobinę bardziej zaskakujących i…ciut mniej klasycznie świątecznych.