Kiszone cytryny i inne skarby z targów Maroka

Im więcej i dalej podróżujemy, tym potrzeba przywożenia masy pamiątek z egzotycznych miejsc maleje. To całkiem dobry objaw, bo chyba nikt nie lubi ścierać tony kurzu z obstawionych figurkami półek, a kawałki rafy koralowej wyglądają jednak lepiej pod wodą. Nie jest również miło, gdy w ferworze zakupów w polskim supermarkecie, odkrywamy takie samo wino, które wieźliśmy przez pół świata, a na dodatek okazuje się że i tak przepłaciliśmy…

Na szczęście Maroko nie jest (jeszcze!) tak tłumnie odwiedzane przez turystów jak pobliskie kraje arabskie. Tutejsze targi to nie sztuczne wytwory stworzone pod turystów, ale autentyczne miejsca pracy i handlu, gdzie wbrew pozorom Marokańczycy przeważają wśród klientów. Możemy więc być pewni co do jakości oferowanych tu produktów, gdyż w większości wytwarzane są metodami tradycyjnymi, zgodnie z potrzebami mieszkańców. Część z nich wystarczy tylko zobaczyć, spróbować.. co jednak warto przywieźć ze sobą do domu?

Fot.1. Targ w Maroko

Król przypraw i kiszone cytryny

Z doświadczenia wiem, że nic nie cieszy tak jak kawałek egzotycznego świata, z którego właśnie wracamy, na stole naszych bliskich. Dla nas jest to przedłużenie wakacji, a dla nich możliwość spróbowania czegoś nowego. W Maroku trzeba koniecznie skosztować szarego i różowego wina, ale przywieźć warto tylko piwo Casablanca, ze względu na nazwę i uroczą butelkę. Resztę znajdziemy w Polsce w podobnych cenach. Jeśli natomiast nie pijamy alkoholu, a zasmakuje nam tutejsza herbata, to koniecznie trzeba zaopatrzyć się w suszoną lub świeżą mięte. Z kwestii gastronomicznych: daktyle (te warto kupić od biegających między zabytkami dzieci, które na pewno spotkamy na trasie wycieczki w okolicach Erfoud), migdały, suszone figi oraz lokalne wyroby cukiernicze. Szukajcie też kiszonych cytryn zamkniętych w plastikowych słoikach, jako dodatek do kurczaka z ryżem czy zupy, a w zasadzie do wszystkiego! No i przyprawy czyli kumin (który mam wrażenie dodają nawet do deserów), kurkuma, szafran, imbir, kolendra.. Już same kopce kolorowych przypraw są dobrym materiałem do zdjęć!

Fot.2. Marokańska mięta

A na stopy kapcie

Babusze! Taki zakup można sobie łatwo wytłumaczyć jego pragmatycznym aspektem – będą nam służyć przecież za kapcie, i to przez lata! Jest to najpraktyczniejszy i jednocześnie jeden z najbardziej charakterystycznych przedmiotów jaki możemy przywieźć z Maroka. W całym kraju te różnokolorowe buty, specyficznie zakończone (szpiczaste noszą Arabowie a zaokrąglone są domeną Berberów) z przyklapniętą piętą, są szalenie popularne. Noszą je mężczyźni, kobiety, dzieci, panny młode, biznesmeni.. nawet od święta, ale wtedy koniecznie w kolorze białym. Babusze bowiem nie tylko są trwałe, wygodne i dopasowujące się do stopy (z koziej skóry!) ale i ładne (kolorowe!). Warto kupić je u źródła, czyli w pobliżu garbarni w Fezie, gdzie dodatkowo można podglądnąć proces wyprawiania i farbowania skór. A w zimowe wieczory, za każdym razem kiedy spojrzycie na swoje stopy, ożyją wspomnienia!

Fot.3. Babusze

A może coś oryginalnego?

Niektórzy zbierają pocztówki, inni koszulki z pubów Hard Rock Cafe, jeszcze inni obklejają lodówkę magnesami z różnych stron świata.. A co powiecie na oryginalne gadżety, takie których nigdzie indziej nie znajdziecie? Do tego grona z całą pewnością zaliczają się malowane szafranem a następnie podgrzewane nad butlą z gazem, piękne obrazki, które można znaleźć tylko w pobliżu ksaru Aït Ben Haddouu. A może pokrowiec na telefon, na miarę!? Takie cuda tylko w Marrakeszu w labiryncie targów placu Dżemaa El-Fna. Rzemieślnik pomoże wybrać kolor skóry, zapięcie, na końcu wymierzy telefon i każe wrócić za godzinę! Trzy stragany dalej możecie zamówić skórzane okładki do książek. A dla fanów sportu, szczególnie jazdy na rowerze, polecam unikatowe figurki robione z.. łańcuchów do roweru.

Fot.4. Figurki z elementami łańcuchów

Tadżin z tadżina

Nie da się po prostu nie zauważyć tych misternie zdobionych, metalowych pater z wymyślnymi tłoczeniami, delikatnych czajniczków do herbaty, płytek ceramicznych czy oryginalnych naczyń do tadżina. To wszystko żmudna i ręczna robota! W zasadzie można stąd przywieźć pełne wyposażenie domu – zaczynając od starannie tkanych dywanów (barwionych naturalnymi barwnikami), zastaw stołowych, niezwykle trwałych mebli z pięknie pachnącego drewna tui.. a kończąc na kolorowych płytkach ceramicznych do wyłożenia dna fontanny.. tudzież łazienki. Jedno trzeba przyznać! Marokańczycy mają gust i lubią pięknie mieszkać!

Fot.5. Kolorowe naczynia

Srebro na wagę złota

Panów jadących do Maroka z Paniami, uprzedzam! Można tu kupić niezwykle oryginalną, srebrną biżuterię, która jest bardzo masywna, a do tego równie ciężko potrafi obciążyć kieszenie Panów.. Jest jednak warta swojej ceny. Grube łańcuchy, naszyjniki przyozdobione arabeskami czy pierścionki z motywami berberyjskimi to niepowtarzalna pamiątka. Warto chociaż popatrzeć, bo wśród niezliczonych wzorów można odnaleźć symbole z języka Berberów, a zawiedzionym Paniom kupić na pocieszenie elegancką chustkę z włókien agawy.

A jeśli nie srebro, to może płynne złoto?

Olej arganowy stosunkowo niedawno zyskał uznanie na świecie, ale w Maroku znany i lubiany jest od stuleci a wykorzystuje się go zarówno w kosmetyce jak i w kuchni. Spożywczy można dodawać do sałatek albo jeść z chlebem, a leczniczo-kosmetyczny to produkt typu „100 w 1”. Liczba jego zastosowań jest bowiem bardzo długa, a sam olej czysty i wytwarzany ręcznie. W celu jego zakupu należy wybrać się do jednej z aptek berberyjskich. Oprócz gwarancji oryginalności, zostanie nam zaprezentowanych tysiąc innych specyfików (każdy można przetestować na sobie!), których zakup również warto przemyśleć. Ziarenka czarnuszki na katar, ras-el-hanout czyli mieszanka 35 różnych przypraw dobra do wszystkiego, kremy z dodatkiem olejku arganowego czy migdałowego, specyfiki na opryszczkę, ból głowy, perfumy w kostce o zapachu ambry czy piżma, olejki na stres i komary, herbaty odchudzające i na problemy z wątrobą, nerkami.. A to wszystko w stosunkowo dobrej cenie i przy filiżance rozgrzewającej herbaty!

Kiedy walizka jest już za ciężka..

..pocztówki! Nie zdziwiłabym się, gdyby większość z was, uśmiechnęła się w tym momencie lekko drwiąco. No bo jak to? Pocztówki? W czasach kiedy internet jest wszędzie i nawet na końcu świata, dużo łatwiej jest wysłać maila niż szukać poczty? No właśnie dlatego. Żaden mail nie sprawia takiej przyjemności jak karta z pięknym widoczkiem, jeszcze ciepła od słońca i słona w zapachu od morza, kiedy dociera w zimowe popołudnie do naszych bliskich. Dodatkowo po latach pojedyncze kartki szybciej przywołują miłe wspomnienia, niż przedzieranie się przez tysiące zdjęć. Pamiętajcie też, że nadbagaż kosztuje, a kiedy walizka nie zamyka się już w Polsce, dużo łatwiej jest wysłać taką kartkę niż przywozić spersonalizowane prezenty każdemu ze znajomych:) Niekoniecznie trzeba szukać poczty, chociaż wysyłając kartki z poczty głównej np. na placu w Marrakeszu, mamy pewność że szybciej dojdą. Bez problemu można je jednak zostawić w recepcji hotelu.

Fot.6. Marokańskie nakrycia głowy

No ale gdzie to wszystko kupić?

Najbardziej charakterystyczne miejsce targowe w krajach arabskich, to oczywiście ! W zasadzie prawie każdy specjalizuje się w innego typu wyrobach, tak jak np. suk w Fezie słynie z kobaltowej ceramiki a w Marrakeszu z artykułów skórzanych. Arabskie suki to miejsca przedziwne, egzotyczne, nieprzewidywalne.. czasami też niebezpieczne. Od zapachów przypraw, skóry, zwierząt, owoców i różnorakich potraw, potrafi bowiem zakręcić się w głowie. To miejsce gdzie hałas i podniesione głosy, nie powinny dziwić, gdyż targowanie się to pewien rodzaj sztuki. Nigdy nie wiadomo ile tak naprawdę wart jest dany towar a łapanie się za głowę połączone z wzywaniem Allaha kiedy podamy naszą cenę, to także część przedstawienia. Pamiętajcie! Jeśli nie będziecie się ostro targować, zaniżać cen, z groźną miną i niewzruszonym wzrokiem przystawać na swoim – mogą się nawet obrazić, ale jak już zaczniecie – trzeba będzie kupić!

Fot.7. Aromatyczne przyprawy na targu