Warzazat – filmowa stolica Maroka. To tu powstają kinowe hity

Warzazat, ta trudna do wypowiedzenia nazwa, to jedno z najbardziej magicznych miejsc Maroka.

Jestem prawie pewna, że każdy z Was miał już okazję je oglądać i wzruszać się w otoczeniu tej malowniczej scenerii, oczywiście nie zdając sobie z tego sprawy:) Żeby odwiedzić Warzazat, trzeba nadłożyć trochę drogi, przedrzeć się przez kręte dróżki i wysokie góry Atlasu Wysokiego i Antyatlasu i pomimo, że czasami może się nam zakręcić w głowie – widoki po drodze jak i samo miejsce, do którego zmierzamy – wynagradza wszystko! Brama Pustyni, jak często bywa nazywane, leży na uczęszczanym przez karawany szlaku, tylko kilka kroków od nieprzyjaznej Sahary.

Hoolywood w Afryce 

Wcale nie trzeba przemierzać tysięcy kilometrów samolotem, żeby dostać się do Hoolywood i przeżyć tam swoje „pięć minut” na planie filmowym. Zapewniam was, że wystarczy odwiedzić Maroko. To właśnie dzięki niesamowitym krajobrazom, na które składają się złociste piaski pustyni, wybijające się na horyzoncie szczyty gór Atlasu Wysokiego oraz doskonałemu klimatowi, jest to miejsce tak chętnie wybierane przez ekipy filmowe. Wiele z nich korzysta z naturalnych plenerów, z jednej strony kręcąc sceny ze starożytnego Egiptu, a z drugiej z całkiem rzymskiego Rzymu.

Dla tych, którym sama pustynia nie wystarcza, zostały stworzone trzy studia filmowe, z których najstarsze i najbardziej popularne to Atlas Film Corporation Studio, otwarte dla zwiedzających. Tu właśnie tutaj powinni wybrać się Ci, którzy marzą aby przespacerować się po tych samych ścieżkach co Martin Scorsese czy Ridley Scott. Ci którzy szybko chcieliby zwiedzić świat, także będą zadowoleni – w jednej chwili możemy się tu przenieść ze starożytnego Egiptu do buddyjskiego Nepalu, żeby sekundę później podziwiać Jerozolimę, która znalazła się tutaj na potrzeby filmu Królestwo Niebieskie.

Większość dekoracji jest tylko nieznaczne przerabiana i zaraz po odegraniu roli pałacu – staję się np. grobowcem faraona. Oczywiście biorąc pod uwagę, iż jest to plan filmowy – przy odrobinie szczęścia (kręci się tutaj ok 20 filmów rocznie!), możemy zostać statystami w oscarowej produkcji. Uwaga przy opieraniu się o eksponaty – pałac Kleopatry niestety jest ze styropianu, a stukanie w posąg Ramzesa II, może skończyć się dramatycznie. Pamiętajcie – następnym razem oglądając powtórkę Asterixa i Obeliksa w misji Kleopatra, uważnie śledźcie pojawiające się obrazy, a z pewnością rozpoznanie niejeden kamień.

Studio Filmowe Atlas w Maroko. Fot. Lars Curfs
Studio Filmowe Atlas w Maroko. (Fot. Lars Curfs)

Filmowy ksar

Zacznijmy od tego, co to właściwie jest ten ksar? Generalnie nazywa się tak osady, stanowiące często ufortyfikowane siedziby plemion. Tego typu budowle, wznoszono najczęściej z gliny i kamienia, ze względu na powszechną dostępność surowca, a także z uwagi na jego właściwości maskującą. Najwięcej ksarów można spotkać w krajach Maghrebu, na trasach karawan, czyli między innymi w Maroku.

Jej głównymi mieszkańcami byli Berberowie, a także chroniący się przed złoczyńcami, przemierzający wraz z karawanami pustynie, handlarze. Jednym z tych najbardziej okazałych, najlepiej zachowanych oraz najczęściej uwiecznianym na zdjęciach i klatkach filmowych, jest ksar Ajt Bin Haddu, leżący niedaleko Warzazat. To również kolejny plan filmowy, który gościł postaci z Gladiatora, Klejnotu Nilu czy Księcia Persji.  Do końca nie wiadomo kiedy powstał, ale orientacyjnie datuje się to miejsce na XVI w. Strategicznie położony, kontrolował wtedy liczne szlaki handlowe, którymi w jedną stronę wożono sól, a wracano ze złotem. Żeby dostać się na sam jego szczyt, trzeba pokonać kilkadziesiąt kamiennych schodów, przy okazji zaglądając w zakamarki autentycznych domostw, gdzie czas jakby się zatrzymał. Labirynty uliczek, kończące się nagle schodki, tajemnicze przejścia i straszące pustką niezamieszkane od dawna izby, idealnie komponują się z otaczającymi ksar szczytami ośnieżonych gór, dodając wszystkiemu nutę tajemniczości i niezwykłości. Dziś, to miejsce zamieszkuje juz tylko jedna rodzina z osiłkiem. Pan pilnuje turystów i kasuje bilety (w rzeczywistości można tu wejść za darmo!), a Pani parzy miętową herbatę i zaprasza do domostwa – reszta, to zamieszkująca pobliskie wioski ludność, która wytwarza na potrzeby turystów swoje wyroby. Można od nich kupić całkiem oryginalne pamiątki, jak np. obrazki malowane szafranem, a następnie przypalane nad butlą z gazem.

Ksar
Ksar w Maroku. (Fot. A. Kuriata)

Jest jeszcze jedno miejsce

Kazba Taourirt, potężna twierdza dająca schronienie całemu garnizonowi. Z pewnością wartą ją zwiedzić i przeznaczyć na to sporo czasu. Oprócz tego, że jest to jedna z największych tego typu budowli w Maroku, doskonale też się zachowała, a to z pewnością dzięki hojności UNESCO. Zmysł ówczesnych architektów i liczne triki, które stosowali, zadziwiają na każdym kroku. Wystarczy tylko wejść do środka, żeby naszym oczom ukazały się przepięknie malowane stiuki, zrobione z konarów tamaryszka sufity i nisko osadzone okna z kratami, dla lepszej wentylacji rozmieszone po trzech stronach pomieszczenia. Na parterze możemy zwiedzić hammam, czyli marokańskie spa, w którym serdecznie witano gości, a jednocześnie sprytnie pozbawiano ich broni. Przemyślny system korytarzy, studni i klatek schodowych, nie tylko stanowił doskonałe zabezpieczenie i system komunikacji między strażnikami, ale jednocześnie pozwalał na przetrwanie okropnych upałów, poprzez odpowiednią wentylację (oczywiście najlepsza była w pokoju paszy, który i tak bywał tu niezmiernie rzadko). Zwiedzając to miejsce, trzeba się przygotować na ból karku, gdyż zdecydowana większość cudów, znajduje się na suficie. No i harem, mający swoje miejsce na najwyższym piętrze, w którym mieszkało kilkadziesiąt kobiet paszy. Ród Glawich, do których należała ta kasba, był bardzo bogaty i silny, co widać na każdym kroku. Władał też znacznym terytorium, co jednak nie przyniosło im sympatii władców, bowiem na kartach historii zasłynęli jako zdrajcy, a gdyby nie mocny parasol UNESCO, nie pozostał by po nich ślad.

Kazba Taourirt w Maroko. (Fot. Agnieszka Kuriata)