Marokańska whisky i latające kozy, czyli 5 powodów dla których musisz odwiedzić Maroko!

Niech zgadnę! Jesteś osobnikiem żądnym przygód, tolerancje międzykulturową opanowałeś równie dobrze co alfabet, 40 stopniowe upały nie robią na tobie wrażenia, a do tego samolot traktujesz jako standardowy środek transportu? Z drugiej jednak strony cenisz piękne krajobrazy, targowanie to dla ciebie rodzaj sportu, lubisz też smacznie zjeść a i o urodę chcesz zadbać? Jeśli na większość pytań odpowiedziałeś twierdząco, mam dla Ciebie dobrą radę: jedź do Maroka! Dlaczego? Oto 5 powodów, które ostatecznie powinny Cię przekonać.

1. ..bo to jedyny muzułmański kraj, w którym bezkarnie możesz pić whisky!

Maroko to jeden z najbardziej otwartych na zachód krajów arabskich. Nie można jednak zapomnieć, że jest to przede wszystkim kraj muzułmański. Dominująca religia czyli islam, zabrania swoim wyznawcom spożywania napojów alkoholowych. Zakaz ten wprawdzie nie dotyczy turystów, jednak sroga mina sklepikarzy, sugeruje raczej abstynencję. No ale, człowiek nie wielbłąd, pić musi! A Marokańczyk potrafi! Sugeruję więc śmiało zamawiać marokańską whisky.

Oto co dostaniecie: pękaty czajnik  a w nim zielona herbata i świeże gałązki mięty. Na talerzyku 6 kostek cukru, minimum! Przypadkowy obserwator może być zdumiony z jaką precyzją strumień napoju trafia wreszcie do szklanki. I to z co najmniej metra wysokości! Marokańska whisky to słynna miętowa herbata, bardzo gorąca i aż gęsta od cukru. Przemierzając kraj wzdłuż i wszerz, na każdym rogu i przy każdej ulicy, siedzą mężczyźni i siorbią. Całymi dniami! Cukier w tym klimacie krzepi i pobudza, ale to nie wszystko. Dla Marokańczyków to symbol szczodrości i gościnności.. a dla dentystów raju:) W supermarkecie można kupić stożkowe paczki, w które zapakowany jest cukier, jako niezobowiązujący prezent ślubny. Im więc szerzej się uśmiechamy i gorliwiej prosimy o małą ilość cukru do herbaty, tym paradoksalnie, więcej go dostaniemy. Najbezpieczniej więc brzmi: ,,NO SUGAR” (pl. “Bez cukru”) !

2. ..bo tylko tutaj kozy opierają się prawu grawitacji!

Tutejsze kozy z dwóch powodów należy uznać za wyjątkowe. Po pierwsze, są to chyba jedyne kozy na świecie, za których zdjęcia turyści są w
stanie słono zapłacić. No bo czyż zdjęcie kozy skaczącej po najcieńszych gałązkach, nie jest tego warte? Po drugie, wspinają się one na, rosnące tylko w tej części świata, drzewa arganowe i zjadają ich nasionka. W wyniku dalszej obróbki, z udziałem zrzeszonych w ramach spółdzielni kobiet, powstaje „płynne złoto” – olej arganowy! Należy on do najdroższych i zarazem najcenniejszych olejów świata o szerokim zastosowaniu. Sprawdza się zarówno w kuchni jak i w kosmetyce, gdyż ze względu na wysoką zawartość witaminy E, ma silne właściwości antyoksydacyjne.

3. ..bo może chciałbyś zostać gwiazdą Marokwood?

Ouarzazate ,,miasto tysiąca kazb”, prawda że piękne miejsce? Z pewnością nie raz mieliście okazję podziwiać tamtejsze pustynne krajobrazy oraz tajemnicze kazby w otoczeniu gór Atlasu Wysokiego. Nie wierzycie? Zaczynając od oscarowej produkcji Lawrence z Arabii, przygodach agenta 007 czy Indiany Jonesa a kończąc na Klejnocie Nilu, wszystkie te produkcje były kręcone właśnie tutaj! Śmiało można zaryzykować stwierdzeniem, że większość hollywodzkich dróg (całkowicie wbrew mapie świata) prowadzi do Maroka, który to udawał już Egipt w Mumii, Tybet w Kundunie czy imperium rzymskie w superprodukcji Gladiator. Prawdopodobieństwo spotkania Brada Pitta (Wieża Babel) jest szczególnie duże w najbardziej filmowym ksarze Maroka – Aït Ben Haddouu. Przy odrobinie szczęścia, sami również możecie zagrać w scenie jakiejś superprodukcji, obok mieszkańców miasteczka, których większość pracuje jako statyści, gdyż ekipy filmowe z całego świata są tu stale obecne.

A jeśli lubicie się bać, to w obfitującej w doliny i wąwozy drodze do Ouarzazate, można odnaleźć stację benzynową, która mimo iż została zbudowana specjalnie na potrzeby filmu, stanowi tak doskonałą replikę, że często zatrzymują się tam zagubieni turyści. Jeśli pamiętacie film Wzgórza mają oczy, to w tym miejscu.. naprawdę je mają!

4. ..bo magicznej atmosfery panującej na najbardziej niezwykłej scenie świata, nie da się opisać słowami!

W języku Berberów ,,ziemia Boga” a z racji koloru otaczających go umocnień „czerwone miasto” – Marrakesz, hałaśliwa i barwna metropolia! Kroki każdego docierającego tu turysty, obowiązkowo zmierzają ku Dżemaa El-Fna. Ten słynny plac to miejsce ogromnego targowiska w dzień oraz porywającego teatru ulicznego i rzędów kramów gastronomicznych, w nocy. Wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca i przy nawoływaniu muezina z pobliskiego meczetu Koutoubia, plac ożywa! Ze wszystkich stron miasta schodzą się tu marokańskie rodziny, przyjezdni i turyści. Pędzące dorożki, osłonięte chustami kobiety malujące dłonie henną, siejący postrach wyrwizęba, przekrzykujący się między sobą sprzedawcy świeżo wyciskanego soku z pomarańczy czy też lokalni mistrzowie kuchni, wyciągający przypadkowych turystów z obezwładniającego tłumu aby zaproponować gotowane ślimaki czy tradycyjny tadżin, to tylko niektóre z dostępnych tu atrakcji.

Moment nieuwagi i na ramieniu pojawia się zwinna małpka, pod naszymi nogami zaklinacz tresuje węże tylko po to żeby chwile później nosiciel wody pozował do wspólnego zdjęcia. Nie bez powodu miejsce to zostało wpisane na prestiżową listę UNESCO jako „arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości”, no bo jak inaczej ubrać w słowa panującą tu atmosferę!?

Magia tego miejsca rozciąga się na pobliski labirynt suków, gdzie zwrot „możesz tu kupić wszystko”, nabiera szczególnie wymownego znaczenia. W tym miejscu łatwo stracić poczucie czasu i przestrzeni, więc dla bardziej zapobiegliwych turystów idealnym rozwiązaniem będzie słynna kawiarenka Cafe de France, z przepiękną panoramą na wszelkie atrakcje medyny!

5. ..bo w końcu dowiesz się co to jest tadżin i poznasz prawdziwy smak owoców morza!

Typowa kuchnia marokańska to mieszanka smaków, aromatów i kolorów, zaczerpniętych z tradycji Berberów i plemion
lokalnych z silnymi wpływami kolonizatorów. Nie sprzyja ona wegetarianom, gdyż podstawą większości dań jest mięso, gotowane na wolnym ogniu i we własnym sosie. Dla nas orientalna, a dla Marokańczyków codzienna potrawa to tadżinczyli mięso, warzywa i owoce, hojnie doprawione szafranem, duszone w specyficznym spiczastym naczyniu, zwanym również tadżin. Nie powinno dziwić, że za widelec służy w tym wypadku chleb a im dalej od turystycznych szlaków, tym taniej i smaczniej!

Wybierając się na posiłek, trzeba zwrócić uwagę na dwie istotne rzeczy. Pierwsza to ramadan czyli miesięczny okres postu muzułmanów, kiedy to nie wypada obnosić się z jedzeniem i piciem w miejscach publicznych od wschodu do zachodu słońca. Co jednak wypada zrobić? Koniecznie trzeba spróbować gęstej pomidorowej zupy z soczewicą, ryżem i kolendrą (harira), od której Marokańczycy zaczynają wieczorny posiłek po całym dniu postu. Jest ona bardzo delikatna dla żołądka, więc idealna również dla Europejczyków.

A po drugie. Jeśli zwiedziliście już każdy zakątek tego bajecznego świata, ukoronowaniem pobytu z pewnością będą plaże Agadiru. A tam grzechem jest niespróbowanie najświeższych i najtańszych owoców morza, prosto z kutra! Uwierzcie na słowo, że kalmary nie muszą być gumowe a krewetki mają jednak więcej mięsa.. Znam pewne miejsce gdzie na hasło ,,Polska” dostaniecie…

… ale o tym przeczytacie dopiero w kolejnych artykułach. Zapraszam!