Łagodny teren, wielokilometrowa plaża, klimat „wiecznej wiosny” – Porto Santo, oblane słońcem przez okrągły rok, przyciąga spragnionych spokoju i natury.

To tu dumnie rozciąga się piaszczysty pas na odcinku ponad 9 kilometrów. To nie lada rodzynek na niespokojnych wodach Atlantyku. Tak jak Madera jest wyspą z kamienistym wybrzeżem, chwilami groźną, chimeryczną, tak Porto Santo znalazło się w strefie klimatu subsaharyjskiego, stąd jego łagodny charakter i przepiękne, piaszczyste wybrzeże.

Archipelag Makaronezji, do którego zaliczamy Maderę i Porto Santo, był znany prawdopodobnie już Fenicjanom. Pisał o nim również Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej”. Porto Santo było najprawdopodobniej pierwszą wyspą archipelagu, na której wylądowała ekipa żeglarska pod wodzą João Gonçalves Zarco i Tristão Vaz Teixeira. W drodze do Afryki spotkała ich nieprzyjemna burza. Szczęśliwym trafem dobili do brzegu małej wyspy. Za darowane przez Boga życie, bo w to wierzyli wierni marynarze, nazwali wyspę Porto Santo, czyli „święty port”. Pierwotnie mieszkańcy wyspy trudnili się uprawą zboża, winorośli oraz hodowlą bydła. Z biegiem czasu stali się głównym „eksporterem” naturalnej żywicy z draceny smoczej zwanej „smoczą krwią”.

Na Porto Santo jest właściwie jedno miasteczko, ale za to niezwykle malownicze. Wąskie uliczki wypełniają białe, tak charakterystyczne dla Portugalii bryły domostw otoczone palmami i zacienionymi dziedzińcami. Przy głównej ulicy miasteczka, właściwie jedynej okazałej, stoi XVI-wieczny ratusz oraz kościół Igreja de Nossa Senhora da Piedade. Ciekawostką turystyczną jest również A Casa Colombo, Dom Kolumba, w którym ponoć mieszkał przez jakiś czas z żoną. Co więcej, niektórzy historycy twierdzą, że to właśnie z Porto Santo Krzysztof Kolumb wyruszył w podróż do Indii.

Atrakcją Porto Santo, oprócz możliwości ucieczki od zwariowanego życia w mieście, jest nurkowanie wśród wraków statków, m.in. zejście do norweskiego frachtowca Madeirense, który zatonął w okolicach wyspy w 1912 roku. We wrześniu warto zaszaleć podczas Festival Colombo organizowanym ku czci wielkiego żeglarza i podróżnika, a w ostatnich dniach sierpnia na wielkiej „winnej” fecie – Festa das Windimas – na początek winobrania. Delikatne słońce, morska bryza Atlantyku, plaża i kieliszek madery – czegóż chcieć więcej!