loty

Co warto, a czego nie warto robić przed podróżą i w podróży

główne-Co-warto,-a-czego-nie-warto-robić-przed-podróżą-i-w-podróży

Wiele rzeczy warto robić, ponieważ będzie nam się to opłacać, nie tylko w wymiarze czysto materialnym. I wielu nie warto, ponieważ nie będą nam się opłacać, nie tylko w wymiarze czysto materialnym. A przynajmniej w podróży, gdyż w życiu bywa różnie. Powiedzmy zatem o kilku sprawach z tego bogatego worka.

Oferta

Nie warto zwlekać z kupnem pakietów wycieczek (z kupnem samych hoteli, lub samych biletów czarterowych w zasadzie też nie), bo wtedy będziemy wybierać wśród tego, czego nie wybrali inni, a chyba nie o to chodzi? Warto kupować możliwie szybko, bo wtedy to my decydujemy, co zostanie do wyboru innym😊 Kupując z wyprzedzeniem mamy też większą elastyczność w zarządzaniu naszą wyprawą i rozstrzygnięciu co chcemy robić w docelowym miejscu. Czy obkupimy się w wycieczki fakultatywne (aktualnie mamy na nie promocję), czy wynajmiemy TUI Carsa i będziemy zwiedzać na własną rękę, czy może zrobimy miszmasz tych opcji? Będziemy mieć też więcej czasu na podjęcie decyzji o rodzaju ubezpieczenia podróżnego, o tym czy chcemy dokupić dodatki do rezerwacji, jakie proponuje nam biuro (a jest ich kilka i są warte rozważenia), by bez stresu zapoznać się z warunkami podróży i wypełnić wszystkie niezbędne papiery. I choć warunków jest coraz mniej, a poszczególne kierunki coraz szybciej otwierają się na turystykę tak jak przed pandemią, to wciąż są pewne rzeczy, które należy wypełnić przed lotem. Dobra wiadomość: wszystkie wymienione powyżej rzeczy są łatwo dostępne na naszej stronie internetowej. A gdy decyzje podjęte, a elementy podróżniczej układanki ułożyły się w piękną mozaikę, to…

Samolot

Zaczniemy, a jakże, od klaskania. Czynności, która wykonywana w samolotach, dzieli podróżnych w podobnie zaciekły sposób co wybór… hmm tu niech każdy wstawi sobie sam co jego zdaniem najmocniej dzieli ludzi podróżujących, kilka wątków bez wątpienia się znajdzie😊 Z tym klaskaniem to trochę na dwoje babka wróżyła. Piloci i załoga samolotowa są regularnie przepytywani w tym temacie przez dziennikarzy, tworzących o tym całe artykuły/felietony/rozprawki. I co ciekawe, podobnie jak u podróżnych, ich opinie się różnią. Generalnie klaskanie to wyraz szacunku, podziwu, podziękowania za czyjąś pracę, radości etc. Same pozytywne uczucia. I jako takie sprawdza się też w samolocie, zwłaszcza jeśli podróż była długa, ciężka, z turbulencjami i/lub (odpukać) innymi problemami. Mam jednak wrażenie, że nie do końca sprawdzi się to przy lotach krótkich i bardzo krótkich (przykładowo: Warszawa-Gdańsk) i całkowicie bezproblemowych. No bo wtedy to trochę tak, jakbyśmy nie do końca wierzyli w umiejętności załogi, że nawet gładki lot musimy nagrodzić niemalże owacjami. Relatywizuję? Jasne, bo to spór prawdopodobnie nierozstrzygalny. I choć przez wiele lat klaskanie uchodziło za kompletnie passe, to coraz więcej się mówi o tym, żeby nie traktować z góry osób, które to robią. Wszyscy jesteśmy ludźmi, niektórzy boją się latać (bywa, że panicznie), a nawet dla tych, dla których latanie to chleb powszedni (a samolot to drugi dom), moment lądowania jest swoistym odzyskaniem kontroli i poczucia bezpieczeństwa, czemu dają wyraz w postaci oklasków. I wcale nie oznacza, że podważają w ten sposób umiejętności pilotów i wątpili w szczęśliwie zakończenie. Czasem to tylko głośno wyrażona ulga.

Loty potrafią wyczerpywać. Nużyć. Przyprawiać o dreszcze podniecenia lub strachu. Relaksować albo sprawiać fizyczny ból, gdy zbyt wiele czasu spędzamy w jednej pozycji. Szukamy sposobów na zabicie czasu, na odpoczynek (wszak wiadomo, że nic tak nie męczy jak udany urlop), na regenerację po zarwanej nocy, na skupienie, gdy musimy w przestworzach popracować, na rozrywkę; szukamy najwygodniejszej pozycji do siedzenia, czasami pozbywamy się różnych części garderoby (często obuwia, a wtedy lepiej trzymać je przy sobie, niż wciskać pod siedzenie, czasami tak daleko do sąsiadów za nami, że możemy byś skazani na wyjście z samolotu w samych skarpetkach😊), lub zwijamy się w kokon i śpimy rozłożeni na siedzeniach, jeśli to możliwe. To wszystko jest w porządku, dopóki w żaden sposób nie uderza w naszych współtowarzyszy podróży, nie zabiera im miejsca i przestrzeni (również tej psychicznej), nie wprawia w poczucie dyskomfortu, doszczętnie nie zagłusza ich myśli i nie wprawia w zakłopotanie. Pamiętajmy o tym. Bądźmy tacy, jacy chcielibyśmy, żeby byli ludzie wokół nas. A zazwyczaj w samolocie jest ich całkiem sporo, więc to dobra motywacja, by trzymać standardy.

Hotel

Ręczniki. Mówi się o tej kwestii sporo (zwłaszcza w dyskusjach na tematy ekologiczne), świadomość rośnie, a o ten wzrost dbają także same hotele. Coraz częściej zdarza się bowiem, że w pokoju znajdziemy ulotki (najczęściej w formie zawieszek na klamkach) informujące, a właściwie proszące o to, by nie „zmuszać” obsługi do codziennej wymiany ręczników. Jako dobrą praktykę można by przyjąć zasadę: „tak często jak wymieniasz ręczniki w domu – tak często proś o to w hotelu”, ale jeśli jest to wyjazd typowo wakacyjny, z serii: „morze, plaża, basen, jeszcze więcej morza, plaży i basenu”, a co za tym idzie – kąpiemy się częściej, niż w domu, to rzecz jasna można prosić o to częściej. Wszystko w graniach rozsądku. A dla nieprzekonanych argument ostateczny – dermatolodzy także nie polecają zbyt częstej wymiany, ponieważ może to zaburzać ph skóry.

Posiłki. Hotelowe restauracje, czy to a la carte, czy bufetowe, to jeden z najwspanialszych wymysłów ludzkości (nie boję się tego powiedzieć), szczególnie dla osób, które nie lubią i/lub nie potrafią gotować i wakacje traktują również jako wybawienie od tej czynności. Sama niejednokrotnie dostawałam oczopląsu od widoku niesamowitych dań i deserów, będących małymi (tylko rozmiarowo, bo efektownie to z pewnością wielkimi) dziełami sztukami. Ba! Zdarzało się, że najwięcej kroków przez cały dzień nabijałam właśnie w hotelowej restauracji przechadzając się wte i wewte i napawając się widokiem jedzenia, które zaraz miałam skonsumować. Niejednokrotnie udawałam nonszalancję, udając się po dokładkę, choć wewnętrznie byłam podekscytowana. To chyba normalne i wiele osób będzie się z tym identyfikować. Jest jedno ale. Czasami warto zatracić się w czymś na raty. To właśnie jedna z takich sytuacji. Zbadać swoje możliwości i ewentualnie je przesuwać😊 Powoli i spokojnie. Góry i pagórki pozostawionego i wymieszanego na talerzach jedzenia, to naprawdę przygnębiający widok. Wręcz odbierający apetyt. O smutnym marnotrawstwie chyba mówić nie trzeba…

            To tylko wierzchołek wspomnianych już gór i pagórków tego co warto i czego nie warto robić przed i w podróży. Im więcej wyjazdów za nami, tym więcej możemy dopisać do tej listy, bo wiele spraw to nasze indywidualne preferencje i suma doświadczeń. Każda podróż sprawia, że lista się wydłuża. Niezapomnianych podróży i wydłużenia tej listy – tego wszyscy sobie życzmy.