Fuerteventura, sery i banany

shutterstock_165064784

Fuerteventura, czyli wyspa silnych wiatrów. Chodzi tu o ciepły wiatr z nad Sahary, zwany sharqi lub chergui. Jest to  jedna z odmian sirocco. Na wyspie, wiosną, zdarzają się burze, niosące piasek z kontynentu afrykańskiego. Pamiętam kiedyś, gdy mieszkałem w Paryżu, obudziłem się i ze zdumieniem przetarłem oczy. Ulice i maski samochodów pokryte były żółtozłotym pyłem. Nad ranem wiał bowiem tak silny wiatr pustynny, że piasek Sahary dotarł aż do stolicy Francji. No ale na tej wyspie takie burze nie zdarzają się zbyt często, a nawet jeśli się nam taka przytrafi, to raczej należy ją potraktować jako atrakcję turystyczną. A tak na co dzień, to jest tam niezwykle przyjemnie. Temperatura zimą sięga 20, latem około 30 stopni Celsjusza. Czyli praktycznie nie ma żadnej różnicy między porami roku. To między innymi dlatego turyści tak chętnie wybierają Wyspy Kanaryjskie. Można tam bowiem przyjechać każdego dnia roku, a wakacje na pewno będą udane.

Na Fuerteventurze jest ponad 150 kilometrów plaż. I nie ma co nad tym się dłużej rozwodzić. Jest tam po prostu urokliwie. Cudowne wydmy, niebywałe kolory skał i turkusowa woda. Ale Fuerteventura znana jest również z niezwykłej, lokalnej kuchni, a przede wszystkim z produkcji serów. Na wyspie bowiem „mieszka” więcej kóz niż ludzi… :)  Sery tam produkowane są oczywiście kozie i mają regionalny certyfikat Unii Europejskiej. Ser o nazwie majorera robi się z mleka kóz rasy cabra majorera, żyjących tylko na Fuerteventurze. Ser twarogowy powstaje w 24 godziny. Ale niektóre gatunki są aromatyzowane np. papryką, i te wymagają dłuższego czasu dojrzewania. Powstają też sery wędzone. Ale nie wędzi się ich w bacówkach, jak to się robi z góralskimi, polskimi oscypkami, tylko w piecach zrobionych z kamieni pochodzenia wulkanicznego, w których aromat dają gałęzie janowca ciernistego. W Polsce roślina ta wykorzystywana jest jedynie do celów leczniczych. A sam ser ma posmak majeranku. Jest to bowiem ulubione pożywienie kanaryjskich kóz… :) Serowarnie można zwiedzać. Polecam dwie. El Convento położona jest w gminie Betancuria na północnym wschodzie wyspy i przerabia rocznie 100 tysięcy litrów mleka. Otwarta jest siedem dni w tygodniu. W Llano de Santa Catalina, na północy wyspy, mieści się serowarnia Granja La Villa. Tu produkuje się sery o większych gabarytach. Najmniejsze ważą kilogram, największe 5 kilo.

Na Wyspach Kanaryjskich sery jada się bardziej na modłę portugalską niż francuską. Stoją na stole podczas trwania całego posiłku, a nie są podawane na jego koniec. A charakterystycznym daniem kanaryjskim są „marszczone ziemniaczki”, czyli pappas arrugadas. Lokalną odmianę młodych ziemniaków papa bonita gotuje się w łupinach w morskiej wodzie z dodatkiem soku z cytryny i polewa rozmaitymi sosami. Przysmakiem są właśnie te kartofelki z pejines, czyli lokalną odmianą sardeli (anchois).

Będąc na Kanarach nie można nie zauważyć, że narodowym owocem tych wysp jest banan. Owoce są malutkie i słodsze od tych z Ameryki Południowej. I tu jawi się problem. Zgodnie z prawem Unii Europejskiej banan musi mieć co najmniej 15 centymetrów długości. I dlatego cudownych bananów z Wysp Kanaryjskich nie uświadczycie w sklepach na kontynencie, bowiem ich eksport jest zakazany. Są po prostu za małe… :)  I to kolejny powód, by wybrać się właśnie tam na wakacje. Wszak dobry banan też może być pretekstem do spędzenia cudownych dni na rajskiej plaży… :)