Aktywna majówka. Rowerem przez Polskę

Po krótkim wypadzie na Sycylię, o którym wspominałem w ostatnim wpisie na blogu, na Majówkę postanowiłem pojechać na południe Polski, aby spędzić dużo czasu na rowerze. I tu zaraz pierwsza ocena:  to się udało. W czwartek przejechałem 100 km, w piątek 80 (no dobrze, dokładnie 97 i 77). Miałem super pogodę – było ciepło i świeciło słońce, a co najważniejsze jakość nawierzchni mocno wspomagała możliwość przejechania tylu kilometrów takiemu „p…stołkowi”, jak mi. 

Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem jakości dróg w rejonie Krosna. Piękne, gładkie jak stół, kręte szosy i małe polne dróżki, również wyłożone gładkim asfaltem. Wąskie, bo jednopasmowe, ale dla tak małego ruchu w pełni wystarczające. Jeśli dwa samochody spotykają się na przeciwległych pasach, oba muszą zjechać na pobocze, żeby się wyminąć, co z drugiej strony wspomaga jazdę w rozsądnej prędkości. I tu też bezpośrednio polepsza jakość jazdy rowerem, bo nikt nie pędzi 100 km/h, wyprzedzając rowerzystę.

Oczywiście pod względem krajobrazu piękna wiosna, wspomagana pagórkami, ma ogromny urok, ale tego można było się spodziewać. Drugie zaskoczenie dla mnie, i tu przepraszam tych, którzy mogliby czuć się urażeni moim uprzedzeniem, to uporządkowanie, czystość i estetyczność tych fragmentów krajobrazu, na co dzień “dotykanych” przez ludzi. Mam na myśli gospodarstwa przy szosach i drogach. Zdecydowana większość z nich robi bardzo dobre wrażenie. Jest porządek, domy i inne zabudowania są wyremontowane lub po prostu nowe, nie ma wielkich płotów, zagród. Po prostu otwarte przyjazne gospodarstwa. To co widziałem, robi bardzo przyjemne wrażenie, a mili ludzie to wspomagają. Także jeśli macie szanse na dłuższy weekend, a na wakacje z TUI teraz nie czas, na dodatek chętnie jeździcie na rowerze, to nic tylko w drogę w okolice Krosna, będzie na pewno fajnie!

A na sam koniec mała impresja z wycieczki rowerowej do jednego z podwarszawskich miasteczek parę tygodni temu. Mając ok. 60 km za sobą, podjeżdżam do małej pizzerii i pytam, co obsługująca pani może zaproponować do picia. Kelnerka odpowiada, że ma dobre piwo jabłkowe. Mój mało inteligentny (jeszcze bardziej) wyraz twarzy chyba skłonił ją do uszczegółowienia swojej wypowiedzi, więc pani mówi: CYPR. Wtedy zrozumiałem i ponownie zrobiło się wakacyjnie.