Wakacje to czas na poznanie różnorodności

Berlin – piękna pogoda, początek marca, weekend. Przy takiej sytuacji wyjściowej oczywiście spędzamy jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu. Przecież zima dopiero co się skończyła i trzymała nas długo w mieszkaniu.

Po dłuższym przedpołudniowym spacerze decydujemy się od razu kontynuować pobyt na świeżym powietrzu i kierujemy się na drugą, tę starą stronę, stacji Ostkreuz. Widziałem tam, przejeżdżając kolejką miejską, fajny plac zabaw i jakieś knajpki, więc pomyślałem, że będzie ok.

Siedząc już w restauracji, a raczej przed nią, zauważyłem coś, co mi się osobiście bardzo podoba. Przechodziły obok nas grupki młodych i starszych osób. Liczba tatuaży, kolczyków, tuneli, piercingów na twarzach, ramionach, rękach, nogach, wygolonych, zapuszczonych, pokolorowanych włosów robiła wrażenie. I to wszystko wymieszane z językami: niemieckim, hiszpańskim, włoskim, francuskim, polskim, angielskim. Genialne!

Dla mnie po prostu jest to wyrażenie tego, o co w życiu chodzi. Czyli – żyj i daj żyć komuś innemu, jeśli ten drugi tobie nie szkodzi. Dlaczego o tym piszę? Bo wakacje to właśnie czas i miejsce żeby tej różnorodności doznać. Oczywiście nie poznamy pewnie dogłębnie kultury greckiej na wakacjach all inclusive w Grecji, ale może spotkamy ciekawych Brytyjczyków czy Holendrów, może tylko zaobserwujemy ciekawostki u Niemców czy Włochów albo wymienimy się poglądami z Rosjanami czy Francuzami.

Jesteśmy trochę inni i jest co poznawać. Kiedy zameldowywałem się w hotelu, stała przede mną Niemka, całkiem młoda, która wykupiła ten hotel miejski (Ibis) przez TUI. Widziałem, że wyciągnęła nasz voucher i wyrwała karteczkę dla pani recepcjonistki. Mi staruchowi po 40 nie przyszłoby do głowy kupowanie hotelu miejskiego przez organizatora, a już na pewno nie branie ze sobą książeczki z voucherami.

I druga ciekawa obserwacja. Wyszliśmy na osiedlowe boisko pograć w nogę, a tu przy graniczącym murze całe grupy rodzin, które malowały graffiti. No dobrze, panowie sprayowali, a panie rozmawiały przy piwie, muzyce i grillu. To nie byli jednak zamaskowani chłopcy w czarnych kominiarkach, tylko mężczyźni z brzuszkami, którzy po tak spędzonej niedzieli wsiedli do smartów lub jakiś samochodów kombi i pojechali z powrotem do domów. Parę impresji z wyczynów tych panów znajdziecie poniżej.

Różnorodność jest trudno stworzyć, ale łatwo dopuścić, to takie moje przemyślenie.

Grafitti Berlin
2014-03-09 14.33.37